Uwagi na marginesie życia publicznego
RSS
piątek, 23 marca 2012
Jednak tęsknimy za komunizmem?

Przeprowadzane w ostatnich miesiącach sondaże polityczne sugerują (może niezbyt wyraziście i jednoznacznie, ale jednak) obniżenie wyborczego poparcia dla PO. Wydaje się, że głównie w oparciu o ostatnie wyniki sondaży PiS-owscy obrońcy komunistycznych tradycji (ale oczywiście nie ZŁYCH idei komunizmu marksistowskiego, lecz wyłącznie DOBREGO komunizmu klerykalno-nacjonalistycznego) podejmują kolejne goebbelsowskie „aufmarsze”. Warto tu także wspomnieć, że jedną z fundamentalnych cech wszelkiego komunizmu było (i jest) ograniczanie wolności obywatelskich i maksymalizacja segregacji społecznych.

Jeżeli spojrzeć na podejmowane przez polityków PO próby reformowania struktur państwowych i prawnych (czyli, w gruncie rzeczy, pewnych komunistycznych tradycji), to z jednej strony są one raczej nieśmiałe i wstępne, ale z drugiej strony niewątpliwie są uruchamiane. Po raz pierwszy ministrem sprawiedliwości nie jest reprezentant klanu prawniczego, choć nadal obowiązuje tu zasada, że ministrem zdrowia musi być lekarz, bo ktoś inny mógłby stanowić zagrożenie dla lekarskiej struktury klanowej. Taką wstępną próbą reformatorską jest także plan wprowadzenia uwolnienia zawodów, czy może raczej ograniczenia reglamentacji klanowych. Pewnym krokiem reformatorskim jest też wydłużenie wieku emerytalnego, choć w większym stopniu jest to próba likwidacji segregacji płciowej, ponieważ dla mężczyzn wydłużenie wieku emerytalnego nie jest aż tak radykalne.

W poprzedniej kadencji rządu premiera Donalda Tuska również pojawiła się próba odkomunizowania pewnych reguł prawnych. Powołano w tym celu sejmową Komisję Nadzwyczajną „Przyjazne Państwo”, kierowaną przez posła Palikota, której zadaniem było przeczesywanie ustaw i wskazywanie tych norm ustawowych, które naruszają prawa obywatelskie. Niestety ani kierujący tą komisją pan poseł, ani sama komisja, nic nie zrobili w tej kwestii. A wystarczy spojrzeć choćby na ustawę o własności lokali, która ewidentnie została tak skonstruowana, aby chronić oszustwa firm deweloperskich i blokować roszczenia wobec nich za strony wspólnot mieszkaniowych (płacić za naprawę oszustw musi cała wspólnota, ale o roszczenia może wystąpić wyłącznie na podstawie uzyskanych cesji). Takich klanowych korzyści prawnych jest zapewne więcej, ale „Przyjazne Państwo” nawet nie miauknęło na ten temat.

Wygląda na to, że znaczna część obywateli nie chce i nawet nie próbuje obserwować, analizować czy oceniać struktur państwowych i prawnych w ramach swoich praw obywatelskich. Raczej dominuje u nas komunistyczna wizja „kultu państwa” – organizacja państwa nie jest zwykłą strukturą biurokratyczną, lecz duchowym ponadludzkim bytem zapewniającym plemienne dobro, oczywiście pod warunkiem, że jest to „prawdziwe” państwo narodowe rządzone przez wieszczy i wodzów Narodu.

niedziela, 18 marca 2012
Dzień Jedności Kaszubów

19 marca – Dzień Jedności Kaszubów – to ważne wydarzenie dla społeczności kaszubskiej, ich kultury regionalnej, wspólnotowej integracji, podtrzymania tradycji, obyczajowości i ojczystego języka. Data tego święta jest nawiązaniem do średniowiecznej bulli papieża Grzegorza IX, wydanej 19 marca 1238 roku, w której papież potwierdza nadanie przez księcia Bogusława I posiadłości zakonowi joannitów, tytułując go Księciem Kaszub. Jest to najstarsza znana i dostępna wzmianka o Kaszubach.

Społeczność kaszubska i jej kultura regionalna mają dla mnie bardzo duże znaczenie – wyraźnie i czytelnie ujawniają niemądrą nacjonalistyczną durnotę, wynikającą z przywiązania do romantycznego, postjakobińskiego mistycyzmu: przekonanie, że naród kształtuje genetyka plemiennej duszy. Obyczajowość i przekonania Kaszubów pokazują jednorodność tej społeczności z polskim narodem, jej patriotyzm i bezdyskusyjne przywiązanie do Polski. A z drugiej strony wiernie trzymają się swojej etnicznej tradycji i kultury.

Zemia rodnô, pëszny kaszëbsczi kraju

masz dla naszej ojczyzny naprawdę niemałe znaczenie!

11:37, de_percheville
Link Dodaj komentarz »
piątek, 02 marca 2012
Bez segregacji społecznej żyć się nie da

Krakowska Fundacja na Rzecz Bezpieczeństwa i Współpracy w Szkole „Falochron” dzięki wsparciu władz miasta postanowiła uruchomić Ośrodek Interwencji w Kryzysach Wywołanych Przemocą Szkolną. Głównym celem tego ośrodka jest szkolenie nauczycieli, aby byli w stanie radzić sobie z brutalnością i przemocą ze strony uczniów (głównie gimnazjalistów). Brutalne uczniowskie zachowania są przez nauczycieli starannie ukrywane, ponieważ panuje powszechne przekonanie, że wynikają one z nauczycielskiej nieudolności. Jeśli uczeń zwraca się do nauczycielki: „Postaw czwórkę, ty kurwo!”1, dowodzi to, jak kiepsko jest ona wyszkolona edukacyjnie i bardzo słaba psychicznie.

Zadałem sobie trochę trudu, żeby zrozumieć, co sprawia, że bezczelne i brutalne zachowania uczniów wobec nauczycieli są w ogóle możliwe. Wynika to z urzędowych rozporządzeń i edukacyjnych regulaminów, które pozbawiają nauczycieli możliwości ukarania ucznia za złe zachowania: jedyne narzędzie jakie ma nauczyciel do dyspozycji to wystawianie ocen, ale w regulaminach obowiązuje zakaz łączenia ocen przedmiotowych z ocenami zachowania. Ponadto oceniane są również szkoły: głównie współpraca i relacje z rodzicami uczniów, a także jakość nauczania szacowana na podstawie stopni przyznawanych uczniom – im więcej dobrych i bardzo dobrych ocen, tym wyższy edukacyjny status szkoły, a co za tym idzie, przyznawanie nagród, finansowych dotacji itp. Czyli jeżeli uczeń zwraca się do nauczycielki słowami „Ty kurwo”, jakiekolwiek karne reakcje z jej strony szkodzą jej zawodowej pozycji (bo psułyby one relacje z rodzicami, a obniżanie ocen świadczyłoby o niewłaściwych i nieskutecznych działaniach edukacyjnych).

Nieco rozbawiła mnie szkoleniowa sugestia, co zrobić, gdy uczeń wulgarnie odzywa się do nauczycieli: należy otworzyć drzwi klasy, wówczas uczeń się zawstydzi i porzuci skłonności do wulgarnych zachowań. Nie twierdzę, że psychologiczne szkolenie nauczycieli jest nieprzydatne i nieistotne, wydaje mi się jednak, iż niezbędne byłoby jednak wprowadzenie pewnej harmonii między poszanowaniem dla uczniów a przyznaniem jednak nauczycielom pewnych narzędzi zapewniających przestrzeganie norm uczniowskich zachowań. Takim narzędziem mógłby być na przykład monitoring lekcyjny i na jego podstawie finansowa kara dla rodziców źle zachowującego się ucznia (ale monitoring wyłącznie pod kontrolą nauczyciela prowadzącego lekcję, a nie urzędników czy władz szkoły).

Mam wrażenie, że brak możliwości zapewnienia przestrzegania norm uczniowskich zachowań wynika z niskiej pozycji społecznej nauczycieli i presji wywieranych ze strony środowisk rodzicielskich. Czyli mamy tu do czynienia z pewnego rodzaju segregacją społeczną. Można zadać sobie pytania: Czy w latach 30-tych przeprowadzenie szkolenia żydowskich studentów mogłoby sprawić, że władze uczelni zrezygnowałyby z wprowadzania gett ławkowych? Czy szkolenie bezrobotnych 50-latków mogło zadziałać, aby pracodawcy przestali zamieszczać w ogłoszeniach rekrutacyjnych zapis „praca w młodym zespole”? Czy przeszkolenie indyjskich pariasów pozwoliłoby im przybliżyć się społecznie do braminów? Bardzo wątpię…

1  Przykład zacytowany z artykułu:
http://wyborcza.pl/1,75248,11200927,Zeby_nauczyciel_nie_bal_sie_ucznia.html

niedziela, 19 lutego 2012
Jakobiński mistycyzm wciąż się wsysa

Dostrzegłem pewne zjawisko społeczno-kulturowe, które skłoniło mnie do ponownych uwag na temat rozumienia pojęcia narodu. Zjawisko to naprawdę mnie zaniepokoiło, ponieważ dotyczy ono społeczności kaszubskiej, dla której mam mnóstwo sympatii i szacunku, a kultura kaszubska budzi we mnie wręcz zauroczenie.

W społeczności kaszubskiej panuje powszechna, tradycyjna i budowana od stuleci niechęć do jakobińskiego mistycyzmu – głównie dlatego, że społeczność ta była poddawana różnym presjom ze strony pruskich zaborców. Pierwszym, niezwykle ważnym twórcą demokratycznych i antyjakobińskich postaw był Florian Ceynowa, autor wielu tekstów poświęconych kulturze kaszubskiej, a także uczestnik próby antypruskiego powstania organizowanego przez generała Ludwika Mierosławskiego na terenie Kaszub w roku 1846 w powiązaniu z ówczesnym powstaniem wielkopolskim. Podobne przekonania prezentował również Jan Hieronim (Jarosz) Derdowski, wybitny dziewiętnastowieczny kaszubsko-amerykański poeta, pisarz, humorysta, dziennikarz i publicysta – wyraźnie widać je w popularnym fragmencie jego satyrycznego poematu O panu Czôrlińscim co do Pucka po sece jachôł (1880):

„Czujce tu ze serca tòni skład nasz Apostolści:
Nie ma Kaszub bez Polonii, a bez Kaszëb Pòlści”

czyli jedna wspólnota narodowa, ale etnicznie, kulturowo, językowo, tradycjonalistycznie i obyczajowo zróżnicowana. Szczególnie znaczące działania na rzecz upowszechniania w społeczności kaszubskiej wspomnianego rozumienia pojęcia narodu są zasługą pisarza i publicysty, Aleksandra Majkowskiego, autora powieści Życie i przygody Remusa uważanej za epopeję, najwybitniejsze kaszubskie dzieło literackie (opublikowane także w przekładach na języki polski, niemiecki, angielski i francuski). Narzędziem służącym upowszechnianiu kaszubskiego programu społecznego, kulturowego i politycznego było przez niego w 1908 roku nieregularnie ukazujące się czasopismo Gryf. Pismo dla spraw kaszubskich. Cztery lata później, w czerwcu 1912 roku powołał w Sopocie bardzo ważne dla kształtowania społecznych przekonań tej społeczności „Towarzystwo Młodokaszubów”.

Wspomniane wizje społeczno-kulturowe, od XIX wieku dominujące w społeczności kaszubskiej, pozwoliły po odzyskaniu wolności państwa polskiego skutecznie ożywić ich specyficzną, ale coraz bardziej (głównie z powodu komunistycznych prześladowań) gasnącą kulturę: uzyskanie dla kaszubszczyzny statusu języka regionalnego, uruchomienie studiów w dziedzinie kaszubistyki na Uniwersytecie Gdańskim, utworzenie kaszubskojęzycznego liceum w Brusach, organizację kulturowych imprez jak Dzień Jedności Kaszubów czy Ogólnoświatowy Zjazd Kaszubów. Równocześnie po ogólnopolskiej stronie zupełnie wygasły nacjonalistyczne niechęci, obawy i podejrzenia, właśnie dzięki antyjakobińskiemu rozumieniu pojęcia narodu – w odróżnieniu od narodowych postaw dominujących np. na Śląsku.

Niestety, wygląda na to, że jakobińskie mity zaczęły po latach wnikać także w społeczność kaszubską. Właśnie powstała organizacja o nazwie „Stowarzyszenie Osób Narodowości Kaszubskiej Kaszëbskô Jednota”. Wprawdzie liczy ona zaledwie ok. 40 członków i jej powołanie wywołało w większości tamtejszych środowisk wielką niechęć i irytację, ale mimo to jestem zaniepokojony. W 2009 roku pojechaliśmy z  przyjaciółmi na XI Ogólnoświatowy Zjazd Kaszubów do Bytowa. Impreza niezwykle urocza – barwny korowód, kaszubska msza z homilią arcybiskupa Gocłowskiego, koncerty, w ogromnym garze ugotowano ponad 2 tys. litrów pysznej zupy z brukwi na gęsinie itp. Oto jedno zdjęcie z owego Zjazdu (autor Andrzej Sz.):


Gdy pomyślę, że w tegorocznym zjeździe w Sopocie (z okazji 100-lecia powstania „Towarzystwa Młodokaszubów” i otwarcia przez A. Majkowskiego pierwszego Muzeum Kultury Kaszubskiej) wezmą udział jakobinistyczni durnie i będą starali się zaburzyć i popsuć tę imprezę, wzorując się na zniszczeniu listopadowego Święta Niepodległości, to naprawdę czuję i gniew, i smutek, i niesmak.

sobota, 11 lutego 2012
Jeszcze jedna uwaga na temat szariatyzacji prawa

Na portalu wyborcza.pl przeczytałem interesujący artykuł na temat problemów związanych z tzw. apostazją, czyli wystąpieniem z Kościoła katolickiego1. Apostazja, choć nieco kłopotliwa i niewygodna, jest w pełni możliwa i wykonalna. Prawdziwe problemy pojawiają się dopiero, gdy osoby występujące z kościoła składają wniosek o wykreślenie ich z księgi chrztu lub co najmniej dokonanie w księdze chrztu wpisu o wystąpieniu. Wnioski te są odrzucane, ponieważ (cytuję fragment zamieszczonej w tym artykule wypowiedzi ks. dr Piotr Majera, konsultora Rady Prawnej Episkopatu): „wykreślenie z księgi chrztu jest niemożliwe, bo zgodnie z doktryną Kościoła i prawem kanonicznym łaski chrztu nie można utracić”.

Odmowa wykreślenia z księgi chrztu jest jednak naruszeniem prawa ochrony danych osobowych. Warto też zwrócić uwagę, że prawo kanoniczne nie jest częścią obowiązujących przepisów prawnych. Struktura reguł prawnych jest następująca: (1) pierwszy, najwyższy, poziom norm prawnych stanowi Konstytucja RP; (2) drugi poziom to przepisy ustawowe, które muszą być zgodne z konstytucją; (3) trzeci poziom to dokonywane przez urzędy, organizacje czy instytucje uszczegółowienia przepisów, które muszą być zgodne z przepisami ustawowymi: rozporządzenia, statuty, regulaminy, uchwały itp. Konstytucja gwarantuje obywatelom prawo wolności wyznania, dlatego Kościół ma w polskim prawie status organizacji społecznej. Zatem prawo kanoniczne to przepisy i nomy z poziomu trzeciego – jeżeli są niezgodne z obowiązującymi przepisami ustawowymi, to automatycznie stają się nieobowiązujące.

Dlatego apostaci zwracają się do GIODO o wypełnienie obowiązku ochrony danych osobowych. GIODO dotychczas wciąż odmawia podejmowania działań w tej sprawie twierdząc, że na przeprowadzanie inspekcji w kościołach i związkach wyznaniowych nie zezwala mu ustawa o ochronie danych osobowych. Szczerze mówiąc wypowiedź ta jest dość dziwna, bowiem w ustawie o ochronie danych osobowych art. 27 mówi: 

(ust. 1) „Zabrania się przetwarzania danych ujawniających […] przekonania religijne [..], przynależność wyznaniową”;
(ust. 2, pkt. 4) „Przetwarzanie danych, o których mowa w ust. 1, jest jednak dopuszczalne, jeżeli jest to niezbędne do wykonania statutowych zadań kościołów [...] pod warunkiem, że przetwarzanie danych dotyczy wyłącznie członków tych organizacji lub instytucji albo osób utrzymujących z nimi stałe kontakty w związku z ich działalnością [...]”.

Odpowiedź przedstawicieli GIODO jest, w mojej opinii, niepoważna. Instytucje kościelne mają prawo do rejestracji i przetwarzania danych osobowych wyłącznie w stosunku do członków organizacji kościelnej bądź osób uczestniczących w ich działalności. Osoby, które wystąpiły z kościoła nie spełniają tych warunków, więc przechowywanie i przetwarzanie ich danych osobowych jest naruszeniem prawa. W żadnych polskich przepisach ustawowych nie ma nawet cienia zapisu, że „świątobliwi” stoją ponad prawem i mogą je sobie swobodnie naruszać. Wynika z tego, że reakcje urzędów są najzwyczajniej próbą ustawienia norm religijnych ponad konstytucją i prawem, czyli po prostu wciśnięcia cichcem, „tylnymi drzwiami”, nieustępliwego katolickiego szariatu. Przyznam się, że nie widzę żadnych moralnych uzasadnień dla takich postępowań.

1  http://wyborcza.pl/1,75478,11124243,Zegnaj__Kosciele.html

18:30, de_percheville
Link Komentarze (4) »
piątek, 10 lutego 2012
Mity ważniejsze niż fakty

Właśnie przeczytałem, że pewien partyzant z czasów II wojny światowej, pan Henryk Pawelec, został wyrzucony ze Światowego Związku Żołnierzy AK, ponieważ odważył się ujawnić zbrodnicze zachowania jednego z bohaterów. Ujawnianie faktów i prawd związanych z historycznymi wydarzeniami, z których lepimy sobie baśniowo-mityczne wizje narodowego bohaterstwa, jest absolutnie nie do przyjęcia. To samo dotyczy zbrodni i mordów dokonanych w okresie międzywojennym na rozkaz Marszałka Piłsudskiego. Bo przecież zrobiliśmy sobie z mafijnego „ojca chrzestnego” Świętość Absolutną – a jeśli Świętość Absolutna morduje obywateli dla przejęcia i utrzymania władzy, to winę oczywiście ponoszą wyłącznie źli, nieposłuszni opozycjoniści, którzy nie chcieli służyć Świętości na klęczkach, a w głowach mieli idiotyczne wyobrażenia o przestrzeganiu obowiązującej konstytucji, norm i przepisów prawnych, demokracji i praw człowieka. Jak takie bzdury łażą komuś po głowie, to niestety, z bólem i przykrością, ale należy go zabić.

Ale oczywiście takie działania przysługują wyłącznie Świętości, bo przecież gdy na Marszałku próbował się wzorować Wódz Wiesław i pozabijani zostali nieposłuszni, opozycyjni Gdańszczanie, został później potępiony i nie ma co liczyć na to, że w całym kraju będziemy budować mu pomniki i czcić jego pamięć.

Przyznam się, że dla mnie baśniowe i mityczne wizje, choć niewątpliwie kulturowo ważne, mają jednak znaczenie drugorzędne wobec rzeczywistych faktów. Mówię to, bo wydaje mi się, że na razie żaden mafijny „ojciec chrzestny” do władzy się nie dobił. A ludzi, którzy pomijają mityczne Świętości raczej się nie morduje, ale co najwyżej społecznie „autuje”, jak na przykład wspomnianego partyzanta, pana Henryka Pawelca.

czwartek, 09 lutego 2012
Społeczne koszty podwyższenia wieku emerytalnego

Na pierwszy rzut oka rządowa propozycja podwyższenia i wyrównania wieku emerytalnego wydaje się bardzo sensowna. Ludzie żyją coraz dłużej i bardzo wielu wcale nie tęskni za emeryturą i zamknięciem regularnej aktywności zawodowej. Także wyrównanie wieku emerytalnego dla kobiet i mężczyzn wydaje się w pełni uzasadnione, ponieważ we współczesnym społeczeństwie naprawdę trudno znaleźć jakiekolwiek racjonalne podstawy dla wcześniejszego wieku emerytalnego kobiet. Także w normach obyczajowych upowszechniają się zasady społecznej równości płciowej. Pewne kazanie wygłoszone przez Marcina Lutra, w którym jako przykład zachowań zgodnych z Bożą wolą przedstawił mężczyznę piorącego bielizny swojego dziecka, a także potępił wyszydzanie i ośmieszanie go przez otoczenie społeczne, w XVI-tym wieku było dość szokujące. Dziś takie zjawiska praktycznie już nie istnieją. Społeczna segregacja płciowa oparta na mitycznych stereotypach (kobieta stworzona z męskiego żebra, skuszona przez diabelskiego węża, nieposiadająca duszy itp. itd.) powoli, i chyba nieuchronnie, gaśnie. W kwestii ujednolicenia wieku emerytalnego dla kobiet i mężczyzn odpowiedź jest prosta: równość to równość i tyle.

Nie oznacza to jednak, że gasną wszelkie segregacje społeczne: słabną podziały rasowe, płciowe czy dotyczące orientacji seksualnych, ale wciąż niezmiernie popularne, powszechne, niemal totalitarne, są podziały klanowe i wiekowe. Jeśli przyjrzymy się, jakie są obyczajowe normy rekrutacji zawodowej, to widać wyraźnie obowiązujące schematy: pierwszy decydujący czynniki to relacje klanowe, drugi decydujący czynnik to wiek aplikanta, a dopiero na trzecim poziomie uwzględnia się wykształcenie, wiedzę, umiejętności i doświadczenie. O ile relacje klanowe uwzględniane są cichcem, o tyle segregacja wiekowa uważana jest za oczywistą oczywistość. Wystarczy spojrzeć na ogłoszenia rekrutacyjne – jeden z najczęstszych zapisów brzmi: „Oferujemy pracę w młodym, dynamicznym zespole”. Czyli: Drogi aplikancie, jeśli masz więcej niż 45 lat, a nie posiadasz klanowego wsparcia, twoja aplikacja wyląduje w śmietniku bez najdrobniejszego zerknięcia na twoje CV. Jeśli ktoś ma w tej kwestii wątpliwości, niech spojrzy jak wyglądał „Program 50plus”. Przeznaczono na ten cel naprawdę niemałe środki (głównie z funduszy unijnych), ale na co te miliony zostały wydane? Wyłącznie na szkolenia anglojęzyczne i komputerowe, no bo, jak wiadomo, starcy tego nie kumają. A jaki skutek społeczny? Urzędnicy i prowadzący szkolenia kolesie nieźle zarobili, a bezrobotni 50-latkowie jacy byli, tacy są.

Jeżeli zatem zostanie wprowadzone podwyższenie wieku emerytalnego, osoby bez klanowych zabezpieczeń, które straciły pracę po 45 roku życia, znajdą się w sytuacji jeszcze bardziej dramatycznej niż dotychczas. Bo przecież chodzi wyłącznie o obniżenie obciążeń budżetowych, a jak ktoś znajdzie się na społecznym oucie, niech jak najszybciej zdechnie – Nasza Ojczyzna na tym zyska!

czwartek, 26 stycznia 2012
Jakie problemy stwarza ACTA?

Liczne protesty społeczne i polityczne dotyczące porozumienia ACTA sprawiły, że zadałem sobie trochę trudu, żeby zorientować się, jakie zmiany w polskim prawie powodować będzie podpisanie umowy ACTA. Od mojego przyjaciela, profesjonalnego informatyka, usłyszałem szereg zarzutów dotyczących sprzeczności zapisów tego porozumienia z polskimi prawami własności intelektualnej. Kiedy jednak jej się trochę dokładniej przyjrzałem, muszę stwierdzić, że nie ma tam żadnych sprzeczności ani naruszeń norm prawnych dotyczących ochrony praw własności intelektualnej (praw autorskich, praw przemysłowych, prawa znaków towarowych czy ochrony i komercjalizacji dóbr osobistych). Od tej strony przyjęcie i podpisanie tego porozumienia nie budzi najmniejszych problemów. Czy "actowe" zapisy zawierają jakąś niezgodność z polską konstytucją, trudno mi ocenić, pozostawiam to Trybunałowi Konstytucyjnemu, bo nie mam wątpliwości, że niebawem zostanie złożony tam wniosek o ocenę zgodności porozumienia ACTA z Konstytucją RP.

Nie mam też wątpliwości, że skala internetowej powszechności musiała nieuchronnie doprowadzić do wprowadzenia bardziej uszczegółowionych zapisów prawnych. To tak jakby porównać zapisy prawne dotyczące ruchu drogowego na przełomie XIX i XX wieku z dzisiejszymi. Różnica szczegółowości i zakresu takich przepisów prawnych byłaby zapewne szokująca. Zapisy ACTA niewątpliwie wprowadzają pewne utrudnienia, być może zakłócają niektóre idee wolnościowych praw intelektualnych, jak Copyleft, Creative Commons czy Open Source, zapewne w następnych latach prowadzone będą działania w kierunku łagodzenia presji komercyjnych i reguły ACTA ulegać będą stopniowym przemianom. Tym niemniej jej wprowadzenie wydaje mi się konieczne i nieuchronne.

Najbardziej rozbawiła mnie wypowiedź Pana Prezesa PiS, który domaga się przeprowadzenia referendum w sprawie ACTA. Ciekaw jestem, jakie zapytanie chciałby Pan Prezes umieścić w tym referendum? "Obywatelu, czy godzisz się na ACTA?" A może "Obywatelu, czy godzisz się, aby każdy człowiek z całego świata mógł swobodnie i bez ograniczeń korzystać z twoich wytworów intelektualnych i dóbr osobistych?" Podejrzewam, że w obu przypadkach odpowiedzi byłyby znacząco różne. Myślę, że Pan Prezes też ma w tej kwestii pełną świadomość i swobodnie domaga się referendum, bo wie, że i tak nie zostanie ono przeprowadzone. Trochę mi to przypomina taki medialny "kult doktora Goebbelsa"...

sobota, 21 stycznia 2012
Urodziny Profesora Jánosa Kornaia

 

Profesor János Kornai, w dziedzinie ekonomii jeden z najwybitniejszych uczonych wszech czasów, obchodzi dziś swoje 84 urodziny. Urodził się 21 stycznia 1928 roku w Budapeszcie. Po wojnie ukończył studia filozoficzne i rozpoczął pracę naukową w Węgierskiej Akademii Nauk, a wkrótce potem, w 1956 roku, zrobił doktorat w dziedzinie ekonomii. Jego praca doktorska była bardzo wysoko ceniona, dlatego podczas „1956-os forradalom” („Węgierskiej Rewolucji 1956”) zastał poproszony przez władze Imre Nagya o opracowanie programu przemian i reform ekonomicznych. Po sowieckiej inwazji nie został wprawdzie zamordowany (jak Nagy Imre), ani zamknięty na lata w więzieniu (jak wielu uczestników powstania), ale wyrzucono go z pracy w Akademii Nauk i otrzymał zakaz prowadzenia jakiejkolwiek działalności edukacyjnej (zakaz ten obowiązywał aż do upadku komunizmu). Do pracy w Węgierskiej Akademii Nauk wrócił w 1963 roku (głównie dzięki opublikowaniu serii bardzo interesujących artykułów na temat ekonomii), a nawet otrzymał paszport i zezwolenie na wyjazdy zagranicę. W roku 1967 uzyskał tytuł profesora.

Jednym z największych osiągnięć naukowych Profesora Kornaia były badania i analizy gospodarki socjalistycznej prowadzone w latach 70-tych. Ich podsumowaniem była jego najsłynniejsza publikacja: Gospodarka niedoboru (Economics of shortage) z 1980 roku, gdzie na podstawie wnikliwych analiz matematycznych dowiódł, że powszechne braki na rynkach w krajach komunistycznych to nie „tymczasowe kłopoty”, ale fundamentalna cecha konstrukcyjna gospodarki socjalistycznej.

Badania i publikacje naukowe Profesora Kornaia sprawiły, że zyskiwał coraz większą międzynarodową popularność i sławę w dziedzinie ekonomii. Wielokrotnie był zapraszany jako „guest professor” do wielu uczelni na całym świecie – prowadził zajęcia i wykłady m.in. w Anglii, USA, Szwecji, Francji, Niemczech i Indiach (ale nie na Węgrzech). W roku 1986 otrzymał propozycję zatrudnienia na stanowisku profesora na Uniwersytecie Harvarda. Przyjął tę propozycję, ale pod warunkiem, że będzie tam pracował tylko przez połowę każdego akademickiego roku, na pół etatu (pozostałe pół roku chciał spędzać w Budapeszcie). Władze harvardzkie były zdumione – taki warunek pojawił się tam po raz pierwszy w historii tego uniwersytetu (choćby z powodu wynagrodzeń finansowych). Ale ponieważ Profesor był międzynarodowo bardzo ceniony, wyrazili zgodę. Przez następne 16 lat (do emerytury w 2002 roku) János Kornai na pół roku wyjeżdżał do Cambridge w stanie Massachusetts, a na pozostałe pół roku wracał do Budapesztu.

Wiele różnych uczelni przyznało mu tytuły doctora honoris causa. W roku 2008 otrzymał ten tytuł na Uniwersytecie Ekonomii w Krakowie.

Nieco wcześniej została opublikowana w Polsce niezwykle ciekawa książka jego życiowych wspomnień – Siła idei. Zapiski z intelektualnej podróży. 18 czerwca 2008, w siedzibie Gazety Wyborczej, odbyło się spotkanie promocyjne polskiego wydania tej książki. W dyskusji panelowej, oprócz Profesora Kornaia, uczestniczyli Marek Belka i Jacek Rostowski, a jako moderator wystąpił Adam Michnik. Miałem przyjemność być na tym spotkaniu i muszę powiedzieć, że było ono naprawdę niezwykle interesujące. Udało mi się też przez chwilę osobiście porozmawiać z Profesorem Kornaiem, otrzymałem także od niego miłą dedykację do wspomnianej książki.

Jestem głęboko przekonany, że analizy i wyniki badań Kornaia miały znaczący wpływ na upadek komunizmu. Wszelkie zjawiska społeczne są wieloczynnikowe, a więc także upadek komunizmu wydarzył się pod wpływem wielu czynników. Same wyniki badań ekonomicznych nie wywołałyby takiego skutku. Ale również nie wywołałyby tego same protesty, działania opozycyjne, strajki, bunty czy załamania gospodarcze – wystarczy spojrzeć na historię komunizmu czy innych totalitarnych reżimów. W moim przekonaniu decydujące były łącznie trzy czynniki: (1) protesty, działania opozycyjne, powstanie „Solidarności”; (2) załamania gospodarcze i narastające oddalanie się od krajów wolnorynkowych; (3) kolejne fatalne i załamujące gospodarkę próby przeprowadzenia reform ekonomicznych w różnych krajach (a chyba najbardziej równie nieudana próba reformacji Gorbaczowa), które tylko potwierdzały dowody Kornaia. Między innymi dlatego Profesor János Kornai jest dla mnie tak niezmiernie wybitną postacią.

 

Drogi Panie Profesorze,
chciałbym złożyć Panu gorące, najserdeczniejsze urodzinowe życzenia zdrowia i pogody ducha, także w kwestii wydarzeń politycznych i ekonomicznych w Pańskiej pięknej ojczyźnie!

Tisztelt Professzor Úr,
Születés napja alkalmából fogadja el őszinte  köszöntésemet. Egész szívemből kívánok Önnek jó egészséget és derűlátást a gyönyörű hazájának politikai és közgazdasági helyzetét illetőleg. Maradok őszinte tisztelettel,

Jean-Évangéliste de Percheville

 

PS Droga Wandziu, serdecznie dziękuję za hungarystyczne wsparcie i pomoc. Gorąco pozdrawiam. J.

00:10, de_percheville
Link Komentarze (2) »
wtorek, 17 stycznia 2012
Profesora Modzelewskiego spojrzenie na populizm

W sobotnio-niedzielnej (14-15.01.2012) Gazecie Wyborczej został opublikowany niezmiernie ciekawy artykuł profesora Karola Modzelewskiego („Te wraże elity”), który został wcześniej wygłoszony w listopadzie 2011 jako tzw. Wykład Geremkowski na Uniwersytecie Warszawskim. Artykuł jest naprawdę wart przeczytania – wnikliwy, z mnóstwem celnych spostrzeżeń, a także wskazań różnych, często już zapomnianych albo poprzekręcanych faktów politycznych z lat peerelowskiej „Solidarności” i III RP. Koncentruje się on głównie na kwestii populizmu w polskiej polityce od chwili stworzenia demokratycznego państwa i gospodarczej transformacji.

W dwóch kwestiach jednak nie bardzo mogę się zgodzić z tezami profesora. Dlatego pozwolę sobie na pewne, nieco krytyczne, uwagi.

Uwaga pierwsza. Cytat: „Od pięciu lat PiS jest jedyną liczącą się partią populistyczną w Polsce.” Powstaje pytanie, co autor ma na myśli mówiąc o populizmie w polityce. Najczęściej pojęcie to jest rozumiane jako brak przemyślanej doktryny politycznej, ideowego programu i modelowego planu zarządzania państwem. Zamiast tego populiści koncentrują się na społecznie popularnych i powszechnych przekonaniach oraz, opierając się na nich, głoszą chwytliwe, emocjonalne hasła dla przejęcia władzy, zapewnienia sobie korzyści i zagarnięcia wszystkiego, co tylko się da. Takie rozumienie nie za bardzo pasuje do polityki PiS. Populistyczny charakter mają jedynie działania propagandowe, czy medialne i publiczne akcje, pokazy i występy. Są one jednak wyłącznie praktycznym doborem propagandowych technik, podczas gdy obowiązująca w PiS-ie doktryna polityczna jest ideologicznie jednoznaczna i trwała: jest to dążenie do stworzenia nacjonalistyczno-klerykalnego państwa socjalnego z monolitycznym schematem kulturowo-obyczajowym, podniesieniem skali upaństwowienia gospodarki, centralizacją państwa i autorytarną władzą charyzmatycznego przywódcy. Dlatego trudno zgodzić się z określeniem PiS-u jako partii populistycznej.

Uwaga druga. Profesor sugeruje również, że brak akceptacji dla transformacji polskiej gospodarki, prywatyzacji przedsiębiorstw państwowych oraz przyjęcia reguł wolnorynkowych wynikał ze związanych z tymi przekształceniami poszkodowań, bezrobocia i obniżenia pozycji społecznych. Wynikało by z tego, że brak zgody na wprowadzenie gospodarki wolnorynkowej dotyczył przede wszystkim ludzi, którzy wskutek prywatyzacji lub likwidacji przedsiębiorstw ponieśli straty zawodowe czy finansowe. Tak jednak nie było (i nie jest). Jeśli przyjrzymy się głównym działaczom walczącym i protestującym przeciw prywatyzacji i rozwiązaniom wolnorynkowym, to dostrzeżemy, że ludzie, którzy doznali krzywd wskutek transformacji, stanowią tam sferę niemal marginalną. Wynika z tego, że przyczyny nieakceptacji tego modelu gospodarki są zupełnie inne. Wśród ludzi o takich postawach dominowali (i nadal dominują) zwolennicy „socjalizmu drobnomieszczańskiego” lub tzw. „trzeciej drogi”. Model „socjalizmu drobnomieszczańskiego” (określenie Karola Marxa) w kwestii gospodarczej polega przede wszystkim na upaństwowieniu gospodarki wielkoprzemysłowej, a prywatne mogą być wyłącznie drobne przedsiębiorstwa rodzinne, głównie handlowe i usługowe. Typowe przykłady takiej gospodarki to Niemcy w czasach hitleryzmu, a obecnie przede wszystkim Białoruś i Iran. Koncepcja „trzeciej drogi” to próba stworzenia systemu pośredniego między kapitalizmem a socjalizmem, czyli przedsiębiorczość głównie prywatna (z wyjątkiem pewnych sfer komunalnych, wydobywczych, transportu publicznego itp.), ale w pełni kontrolowana przez państwo. Tak więc i tu trudno zgodzić się z sugestiami profesora dotyczącymi ludzi, którzy doznali strat i społecznego przegrania wskutek gospodarczej transformacji i dlatego nie byli w stanie zaakceptować transformacyjnych przemian.