Uwagi na marginesie życia publicznego
RSS
poniedziałek, 23 lipca 2012
Liebe kennt keine Liga!

Polonia Warszawa – najstarszy, najwspanialszy warszawski klub piłkarski – znalazła się w trudnej sytuacji. Posiadacz całości akcji polonijnej spółki akcyjnej postanowił zlikwidować klub, sprzedać jego licencję, akcje i piłkarzy. Powstało niebezpieczeństwo, że stuletnia „Duma Stolicy” po prostu przestanie istnieć. Muszę powiedzieć, że bardzo mnie to zabolało, ponieważ od lat Polonia jest mi bardzo bliska.

Sytuacja jest trudna i dziwaczna – klub formalnie nadal istnieje, nie został wyrejestrowany, pojawiają się sugestie, że pozostanie w Ekstraklasie, ale nie ma trenera, kilkunastu pozostałych piłkarzy praktycznie nie przeszło żadnych przygotowań do gry w kolejnym sezonie i nie wiadomo, co będzie dalej. Pojawiła się próba odbudowy Polonii przez kibiców, wprawdzie na dużo niższym poziomie ligowym (w IV lidze lub B-klasie), ale z zachowaniem tradycji i sportowych działań klubu. Czy próba ta okaże się możliwa, zależy od tego, jakie decyzje podejmie dotychczasowy właściciel Polonii, a także jakie będzie orzeczenie PZPN. Dla miłośników tego klubu pozycja ligowa jest jednak drugorzędna, podobnie jak, na przykład, dla kibiców FC Saarbrücken, których hasło brzmi „Liebe kennt keine Liga!”, czyli (mniej więcej) „Miłość nie jest zależna od ligi”. Dla tego niemieckiego klubu, który też doznał pewnych politycznych prześladowań (po II wojnie Francja dążyła do zaanektowania kraju Saary, dlatego kluby z tego regionu nie miały prawa grać w ligach niemieckich) też mam sporo sympatii – podczas pobytu w Saarbrücken często chodziłem na jego mecze na stadionie Ludwigspark. A tak brzmi pieśń saarbrückańskich kibiców o miłości do klubu, niezależnej od pozycji w lidze:

Mam nadzieję, że, podobnie jak wyburzone w czasie wojny warszawskie Stare Miasto czy Zamek Królewski, uda się odzyskać i zachować naszą sportową „Dumę Stolicy”, nawet w jakiejś niskiej lidze, bo przecież „Miłość nie jest zależna od ligi!”.

Tagi: sport
09:05, de_percheville
Link Komentarze (2) »
wtorek, 17 lipca 2012
Wschodnioeuropejskie przywiązanie do azjatyckich tradycji

Jeśli spojrzymy na prawa legalizacji związków partnerskich w różnych częściach świata, spostrzeżenia są dość zaskakujące. Europa wyraźnie dzieli się pod tym względem na dwie w pełni odrębne części: w Europie północnej, środkowej i zachodniej jedynym państwem, które nie zalegalizowało związków partnerskich są Włochy. Nic w tym dziwnego, ponieważ działa tam potężna presja środowisk watykańskich – wystarczy spojrzeć na film z 1961 roku pt. „Rozwód po włosku”. Włoskie prawo nie dopuszczało procesów rozwodowych, dlatego jedynym sposobem rozwiązania małżeństwa było zamordowanie partnerki lub partnera. Taki „rozwód po włosku” był mało ryzykowny, ponieważ kara za małżeńskie zabójstwo była bardzo niska i łatwo było w ogóle jej uniknąć. Prawo rozwodowe zostało tam w końcu wprowadzone w grudniu 1970 roku.

We wschodniej Europie jest dokładnie odwrotnie: tylko jedno państwo wprowadziło prawo legalizacji związków partnerskich – Węgry. Co zaskakujące, identyczna sytuacja jest na terenie Azji. Tam też jest tylko jedno państwo, gdzie wolno zawierać homoseksualne związki partnerskie – Izrael. Co więcej, izraelskie przepisy w tej kwestii są takie same jak normy prawne w Hiszpanii, Portugalii, Islandii, Belgii, Holandii, Danii, Norwegii i Szwecji: związki homoseksualne mają tam identyczny status małżeński, jak związki damsko-męskie, co sprawia, że mają oni również prawo do adopcji. Ponadto, po upadku azjatycko-wschodnioeuropejskiego komunizmu, w 1991 roku w Bułgarii została przyjęta pierwsza postkomunistyczna konstytucja. Dla zabezpieczenia się przed próbami legalizacji związków homoseksualnych autorzy bułgarskiej konstytucji wprowadzili tam zapis, że małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny. Pomysł ten bardzo spodobał się niemal wszystkim społecznościom we wschodniej Europie, po czym w większości postkomunistycznych konstytucji skopiowano w tej kwestii przepis „zbułgaryzowany” – kolejno: w Litwie, Łotwie, Białorusi, Mołdawii, Ukrainie, Polsce, Serbii i Czarnogórze.

Gołym okiem widać ścisły związek między wschodnią Europą i Azją. Ewidentnie kraje wschodnioeuropejskie nie są w stanie uwolnić się od przywiązania do azjatyckich tradycji. Być może jest to skutek silnego przywiązania do azjatycko-wschodnioeuropejskiego komunizmu. Jeżeli spojrzymy na zachwyt prezesa Kaczyńskiego dotyczący działań węgierskiego prawicowego rządu, to od strony legalizacji związków partnerskich budzi on raczej rozbawienie…

poniedziałek, 16 lipca 2012
Kolejna nowelizacja na korzyść deweloperów

Posłowie PO zgłosili właśnie projekt nowelizacji ustawy o własności lokali. Zerknąłem na jego treść i muszę powiedzieć, że mnie to zszokowało. Nowelizacja została wciśnięta „tylnymi drzwiami przy okazji zmian spółdzielczych” (cytat z artykułu „130 tys. wspólnot mieszkaniowych czekają rewolucyjne zmiany” zamieszczonego na portalu Gazety Prawnej). Głównym elementem zmian w ustawie o własności lokali jest pozbawienie wspólnoty mieszkaniowej zdolności prawnej, tzn. wspólnota jako podmiot nie będzie mogła złożyć pozwu do sądu, będą mogli zrobić to wyłącznie współwłaściciele. Powstaje pytanie, czy właściciele lokali zalegający z opłatami będą mogli być pozwani do sądu. Okazuje się, że tak – ale pozwy będą mogli składać dowolni sąsiedzi, a nie wspólnota jako instytucja. Widać więc gołym okiem, że projekt zmian ustawowych dotyczących własności lokali to kolejny krok służący ochronie deweloperów przed roszczeniami wspólnot dotyczącymi odszkodowań za naruszenie praw budowlanych.

Obecnie obowiązująca ustawa o własności lokali została tak skonstruowana, aby chronić firmy deweloperskie przed pełnym opłacaniem odszkodowań za pewne wadliwie wykonane konstrukcje budowlane czy tzw. wady ukryte. Wspólnota jako jednolita całość ma obowiązek wykonania napraw i remontów wad ukrytych, ale o roszczenia może wystąpić wyłącznie na podstawie cesji uzyskanych od poszczególnych właścicieli mieszkań. Oto bardzo charakterystyczny przykład: wspólnota mieszkaniowa, do której należę, po przeprowadzeniu  ekspertyzy budowlanej wykryła poważne tzw. ukryte wady techniczne. Ponieważ stanowiły one zagrożenie dla stabilności budynków, wspólnota była zmuszona wykonać dość kosztowne prace remontowe. Złożyła do sądu pozew przeciw deweloperowi, wygrała proces i przyznano jej odszkodowanie. Niestety trudno było zebrać cesje od właścicieli lokali – z różnych powodów: niektórzy wynajmują posiadane tu mieszkania, inni wyjeżdżają i są niedostępni, a jeszcze inni są nieufni i podejrzliwi. Dlatego liczba zebranych cesji to zaledwie ok. trzydziestu procent. Czyli uzyskane odszkodowanie to zaledwie 1/3 poniesionych kosztów. Ale jednak część strat udało się odzyskać.

Takie wydarzenia muszą niezmiernie irytować deweloperów. Sądzili, że pomysł na cesje zabezpieczy ich przed roszczeniami „wycyckanych” nabywców mieszkań. Niestety, odszkodowania są wprawdzie tylko częściowe, ale trzeba je opłacać. I do tego jeszcze koszty sądowe, bo procesy spowodowane oszustwami na ogół się przegrywa. Warto też zwrócić uwagę, że u nas jedyne pozwy wobec dewelopera składała wyłącznie wspólnota jako całość, natomiast pojedynczy mieszkańcy nie zgłaszali żadnych oskarżeń. A niebawem minie 10 lat od uruchomienia wspólnoty, więc nie ma obawy, jeśli chodzi o roszczenia ze strony pojedynczych właścicieli lokali.

Powstaje także pytanie, co sprawia, że politycy cichcem przerabiają ustawę, aby w pełni zabezpieczyć deweloperów przed wypłacaniem odszkodowań za naprawę wad ukrytych. Przyznam się, że jedyny powód, jaki przychodzi mi do głowy, to sypnięcie kasy politykom do kieszeni. Trochę to kosztuje, ale znacznie mniej niż wyroki sądowe. Mam wrażenie, że to samo dotyczy pana profesora Krzysztofa Pietrzykowskiego z Wydziału Prawa Uniwersytetu Warszawskiego, który pazurami broni wspomnianego projektu. Jako członek Sądu Najwyższego złożył także odrębne zdanie wobec przyjętej przez pozostałych sędziów SN uchwały, która przyznała wspólnocie osobowość prawną.

Tagi: prawo ustawa
15:19, de_percheville
Link Dodaj komentarz »
piątek, 06 lipca 2012
XIV Zjazd Kaszubów

To co odczuwam, to i smutek i radość na raz. Smutek, bo od dłuższego czasu mam do wykonania sporo prac, których nie mogę ani przesunąć, ani odłożyć, ponieważ ich nieterminowe wykonanie przyniosłoby mi pewne dotkliwe straty. Radość, bo jutro w starej kaszubskiej miejscowości Sopòt (prawa miejskie ma wprawdzie dopiero od 1909 roku, ale istnieje dużo, dużo dłużej – od VIII wieku n.e. jako wczesnośredniowieczne kaszubskie grodzisko Sopòt [‘sopuet’], czyli po polsku „potok”) odbędzie się kolejny, XIV Zjazd Kaszubów. Niestety tym razem nie będę mógł w nim uczestniczyć – stąd poczucie smutku.

Podczas Zajazdu Kaszubów odbędzie się mnóstwo interesujących imprez, a przede wszystkim wiele uroczych koncertów. W tym roku wystąpią tam przede wszystkim dwie kaszubskie gwiazdy: Damroka Kwidzińska (Damroka to bardzo popularne kaszubskie imię żeńskie – chciałem nadać je mojej córce, ale niestety żona nie wyraziła na to zgody – jego popularność wynika z pamięci o ważnej kaszubskiej księżniczce o imieniu Damroka z XIII wieku) i Weronika Korthals.

Tak brzmi jedna z piosenek Damroki – „Treker”:

A tak śpiewa druga kaszubska muzyczna gwiazda, Weronika Korthals:

Na koniec jeszcze jeden kaszubski utworek, tym razem w wykonaniu punk rockowego zespołu The Damrockers (jego nazwa również odnosi się do pamięci o księżniczce Damroce) – „Wróc na Kaszëbë”:

23:21, de_percheville
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 02 lipca 2012
Kolejny krok osłabiający szariatyzację prawa

Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu wydał wyrok unieważniający orzeczenie niemieckiego sądu, który zatwierdził decyzję władz jednego z kościołów katolickich o zwolnieniu z pracy kierownika chóru kościelnego z powodu naruszenia przez niego norm religijnych. Kierownik chóru wprawdzie nie rozwiódł się z żoną, ale zwarł separację małżeńską i nieformalnie związał się z inną partnerką. Niemieckie prawo pracy, podobnie jak polskie, nie daje pracodawcy uprawnienia do zwolnień dyscyplinarnych w odniesieniu do życia prywatnego. Kierownik chóru nie miał statusu duchownego, był po prostu zatrudnioną osobą cywilną.

Niestety w przypadku wyroku pani Dody szansa na jego unieważnienie przez Europejski Trybunał Praw Człowieka jest mniej niż mizerna. Wyrok jest w pełni zgodny z polskim prawem karnym i tak naprawdę innej decyzji nie mógł podjąć ani sąd okręgowy, ani sąd apelacyjny. Aby „odszariatyzować” art. 196 prawa karnego dotyczący obrazy uczuć religijnych, który jest sprzeczny z konstytucją zapewniającą wolność słowa, należałoby skierować ustawę aktu prawa karnego do Trybunału Konstytucyjnego. Powstaje jednak pytanie, czy politycy odważą się podjąć taką decyzję oraz czy sędziowie TK będą w stanie „odszariatyzować” swoje umysły.

Pewnym pozytywnym zjawiskiem jest decyzja prokuratora generalnego, który zaskarżył do Trybunału Konstytucyjnego przepisy zezwalające rytualne zabijanie zwierząt. Przepisy te są niezgodne z ustawą o ochronie zwierząt. Wprawdzie decyzja ta odnosi się – na razie – jedynie do judaizmu („szechita”) i islamu („ubój halal”), tym niemniej jest to jednak pierwszy krok w kierunku przyjęcia zasady, że normy prawne i zasady konstytucyjne są obowiązujące także w dziedzinie religijnej obyczajowości.

11:34, de_percheville
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 21 maja 2012
Pan Prezes chciałby pójść „trzecią drogą”?

Publiczne wystąpienia tzw. prawicowych polityków koncentrują się wyłącznie na werbalno-emocjonalnych, krasomówczych wypowiedziach, bez jakichkolwiek szczegółów dotyczących społeczno-ekonomicznych koncepcji, projektów i planów. Przemówienie prezesa Kaczyńskiego wygłoszone 19 maja w Sali BHP stoczni gdańskiej, choć również mało szczegółowe i niezbyt konkretne, pozwala jednak zorientować się, jakie są cele ekonomiczne jego ugrupowania. Pewne sformułowania – jak na przykład to, że polska gospodarka potrzebuje wsparcia państwa, repolonizacji banków, zerwania z polityką zapoczątkowaną przez Balcerowicza w 1989 roku, konieczności budowy od podstaw nowej państwowości czy powrotu do modelu z lat 30-tych – niemal jednoznacznie ukazują tzw. „trzecią drogę” jako planowany przez PiS system ekonomiczny. Idea „trzeciej drogi” stanowi system pośredni między gospodarką kapitalistyczną a socjalistyczną, czyli własności przedsiębiorstw pozostają głównie prywatne (z wyjątkiem pewnych sfer komunalnych, wydobywczych, energetycznych, transportu publicznego itp.), jednak model ten pozostaje (jak w socjalizmie) fundamentalnie oparty na regulacji biurokratycznej. Idea „trzeciej drogi” pojawiła się w zachodnich środowiskach lewicowych częściowo wskutek załamań gospodarczych w krajach komunistycznych, a częściowo w wyniku upublicznienia badań profesora Kornaia. W Polsce głównymi zwolennikami tego modelu byli politycy prawicowi gwałtownie przeciwstawiający się szeroko zakrojonej prywatyzacji w ramach transformacji wolnorynkowej, nazywanej wówczas „wyprzedażą własności narodowej”, a później także Andrzej Lepper i „Samoobrona”.

Bardzo surową ocenę modelu „trzeciej drogi” przedstawił profesor János Kornai w opublikowanej w 1990 roku książce The Road to a Free Economy (polskie wydanie w 1991 roku pt. Droga do wolnej gospodarki). Zwrócił uwagę, że przyjęcie w tym systemie biurokratycznej regulacji gospodarki i nadanie prywatnym firmom w gruncie rzeczy jedynie statusu państwowego podwykonawcy prowadzi do szeroko zakrojonych ekonomicznych symulacji:

[…] mam dość wszelkiego rodzaju praktyk symulacyjnych. […] Przedsiębiorstwa państwowe symulują zachowania firm nastawionych na maksymalizację zysku. Biurokratyczna polityka przemysłowa, kierująca rozwojem różnych gałęzi produkcji, symuluje konkurencję. […] Najnowszym dodatkiem do tej listy są symulowane spółki akcyjne, symulowany rynek kapitałowy i symulowana giełda. [...] Te banki, spółki i giełdy są tylko imitacjami. To, co się u nas dzieje, to osobliwa odmiana gry w „Monopol”, gdzie graczami nie są dzieci, ale dorośli oficjele, a grają nie żetonami, lecz ryzykują rzeczywistymi funduszami państwowymi.*

Chyba najbardziej klasycznym utworzeniem gospodarki o modelu niemal identycznym jak „trzecia droga” był ekonomiczny system III Rzeszy. Dlatego zachwycał się nim Andrzej Lepper głosząc w wielu wypowiedziach, że hitlerowskie rządy były pod względem politycznym i społecznym okrutne i zbrodnicze, ale pod względem ekonomicznym wręcz doskonałe. Szczerze mówiąc, nie wiem skąd coś takiego przyszło do głowy panu Lepperowi, ponieważ nietrudno znaleźć historyczne dane na ten temat. Przed wybuchem II wojny światowej władze hitlerowskie podjęły szereg działań inwestycyjnych, jak na przykład rozwój przemysłu metalurgicznego lub bardzo szeroko zakrojone budowanie mieszkań komunalnych czy dróg i autostrad. Wprawdzie skala bezrobocia zmniejszyła się z poziomu ok. 30% do 1%, ale przychody pracowników spadły o ponad 25%. Z drugiej strony niecałe 2 lata po wprowadzeniu zmian ekonomicznych ujawniły się tam zjawiska „gospodarki niedoboru” (jak profesor Kornai na podstawie badań ekonomicznych zdefiniował w 1981 roku gospodarkę socjalistyczną**). Niedobór najbardziej boleśnie dotyczył żywności – skala braków żywności była podobna do sytuacji w Polsce  w latach 80-tych. W 1935 roku Hermann Goering wygłosił przemówienie, w którym oświadczył, że wydobycie rudy żelaza i przemysł metalurgiczny przyniósł Rzeszy potęgę, a przesadne odżywianie się powoduje jedynie nadmierną otyłość. Oto jak zareagował na tę wypowiedź John Heartfield, niemiecki opozycjonista na emigracji (używający angielskiego nazwiska):

Ponieważ niedobory wciąż narastały, rok później (1936) zostały wprowadzone kartki na żywność.

Podsumowując: myślę, że wymienione tu argumenty są wystarczającym powodem, by bardzo, ale to bardzo krytycznie odnosić się do planowanego przez polityków PiS przekształcenia polskiej gospodarki wolnorynkowej.

*   János Kornai, Droga do wolnej gospodarki, Warszawa: Fundacja Polska Praca, 1991, s. 44-45.
** János Kornai, Economics of Shortage, Amsterdam: North-Holland, 1980 (wydanie polskie: Niedobór w gospodarce, Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne, 1985).

20:42, de_percheville
Link Komentarze (1) »
środa, 16 maja 2012
Zgwałconą kobietę należy surowo ukarać

Od pewnego czasu czekałem na wyrok sądu w sprawie pseudo-korupcyjnego zachowania pani B. Sawickiej i muszę przyznać, że ogłoszony dziś wyrok bardzo mnie zasmucił i zabolał. W naszej społeczności (i niestety także w postępowaniach sądowych) wciąż dominuje kult złodziejskiej przemocy. Zręczny polityczny oszust i manipulant cieszy się dużym uznaniem, otrzymuje (w porównaniu z większością ciężko pracujących obywateli) ogromne wynagrodzenia, a jako kandydat na sejmowego posła może ciszyć się niemałym poparciem wyborczym. Mało tego: z budżetu państwa wyłożono ogromne środki na szkolenie manipulantów w dziedzinie kuszenia, oszukiwania i uwodzenia, a także na generowanie ekskluzywnego wyglądu oraz na wyposażenie w luksusowe auta i inne kosztowne przedmioty. Z punktu widzenia norm demokratycznego państwa prawnego były to skrajne, przestępcze naruszenia relacji między urzędami a obywatelami państwa. Mimo to żaden prokurator nawet nie miauknął na ten temat. Natomiast uwiedziona, oszukana i zmanipulowana osoba została skazana na 3 lata więzienia.

Powiem szczerze, że te zachowania od strony politycznej, prawnej i postępowań sądowych bardzo kojarzą mi się z normami prawnymi z Arabii Saudyjskiej. Tam obowiązuje zasada, że jeśli kobieta zostanie zgwałcona, to ponosi za to winę i powinna zostać surowo ukarana. Gwałt świadczy o tym, że nie potrafiła ona należycie osłonić i ukryć ciała, że nadmiernie upubliczniała swoją postać oraz że prowokując niewinnego mężczyznę i wymuszając jego niewłaściwe zachowanie bardzo go skrzywdziła. Ten sposób myślenia, zarówno u Saudyjczyków, jak i, niestety, u nas, opiera się na kulcie przemocy i manipulacji, jak również na przekonaniu, że przestępczością nie są kłamstwa, oszustwa i fałszerstwa, a jedynie słabość psychiczna i poddawanie się złodziejskiej presji.

Apeluję: Otrząśnijmy się i po prostu przestrzegajmy zwykłych praw człowieka!

16:12, de_percheville
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 14 maja 2012
Jak odsunąć wątpliwości wobec klerykalnego nacjonalizmu?

Jednym ze sposobów, by dowieść, że klerykalny nacjonalizm w pełni służy polskiej społeczności, oraz przekonać obywateli, że nie ma żadnych powiązań z modelem państwa narodowo-socjalistycznego, jest przywoływanie emocjonalnych skojarzeń z II wojną światową i niemiecką okupacją. Czyli polski klerykalny nacjonalizm jest absolutnym bożym dobrem, a nacjonalistyczne zło jest wyłącznie cechą nikczemnej teutońskiej duszy. Klasycznym przykładem upowszechniania takich przekonań jest, na przykład, opublikowany w 2010 roku w Naszym Dzienniku artykuł Józefa Szaniawskiego „Niemcy, hitlerowcy, naziści”. Autor zamieścił tam cały szereg fałszywych informacji służących promocji propagandowych wyobrażeń. Pozwolę sobie zamieścić jeden charakterystyczny cytat, szczególnie fałszujący rzeczywiste fakty:

[…] większość Niemców chciała właśnie takiej władzy i temu wyborowi pozostała wierna aż do samego końca II wojny światowej. […] Tylko nieliczni Niemcy nie popierali Hitlera.

Ten fałsz jest szczególnie irytujący, ponieważ bardzo krzywdzi mnóstwo niemieckich obywateli, którzy po hitlerowskim zamachu stanu i przejęciu absolutnej, dyktatorskiej władzy zostali poddani wyjątkowo brutalnej przemocy. Warto zwrócić uwagę, że pierwsze obozy koncentracyjne zostały stworzone już w roku 1933, a Żydzi i Romowie trafiali tam dopiero po wybuchu wojny. W pierwszych latach jedynymi więźniami i ofiarami koncentracyjnych mordów byli polityczni opozycjoniści (głównie lewicowi i demokratyczni) oraz (dla udoskonalenia narodu) homoseksualiści i chorzy psychicznie. Przyznam się, że dość długo nie zdawałem sobie z tego sprawy, aż do chwili, gdy moją uwagę przyciągnęła pewna balladowa piosenka śpiewana przez niemieckiego lewicowego, protestsongowego muzyka Dietera Süverkrüpa (powstała w połowie lat 60-tych) – „Kirschen auf Sahne” („Wiśnie w bitej śmietanie”). Było to nawiązanie do przeżyć i wspomnień prześladowań politycznych w czasach faszyzmu, wywołane widokiem deserowej potrawy, która wyglądała jak ślady krwi na śniegu.

Kolejna pieśń uświadamiająca historię obozów koncentracyjnych i skalę nazistowskich prześladowań odnosiła się do jednego z pierwszych obozów z roku 1933 w Börgermoor, w pobliżu granicy z Holandią. W latach 1933-1938 rozbudowano w tym rejonie 15 obozów koncentracyjnych określanych jako „Emslandlager” (wokół rzeki Ems). W tych obozach więzieni byli początkowo wyłącznie opozycjoniści, a po wybuchu wojny głównie żołnierze odmawiający wykonywania rozkazów i dezerterzy. Wspomniana pieśń została utworzona i była śpiewana w 1933 roku przez więźniów obozu koncentracyjnego Börgermoor, przetrzymywanych w fatalnych warunkach, głodzonych i zmuszanych do ciężkiej pracy na terenach bagiennych – stąd jej tytuł: „Moorsoldaten” („Bagienni żołnierze”). Po wojnie stała się bardzo popularna, głównie wśród lewicowych muzyków protestsongowych. Tak śpiewał ją Hannes Wader:

Ta pieśń zyskała dużą popularność nie tylko wśród niemieckich antyfaszystów, ale także w wielu innych krajach – śpiewana była w różnych językach (głównie francuskim, angielskim i hiszpańskim). Oto wersja anglojęzyczna („Peat Bog Soldiers”) w wykonaniu irlandzkiego pieśniarza, jednego z założycieli folkowego zespołu „The Dubliners”, Luke'a Kelly’ego (zespół powstał w 1962 roku i działa do dzisiaj; Luke Kelly niestety już nie żyje, zmarł w 1984 roku):

00:58, de_percheville
Link Komentarze (2) »
czwartek, 10 maja 2012
Święto Bohaterskich Obrońców Demokracji

Zbliża się 86 rocznica zbrojnego zamachu stanu, obalenia demokracji i wprowadzenia dyktatorskiego reżimu w czasie II RP. Zbrojny atak przeciw ówczesnemu rządowi, obowiązującej konstytucji i normom prawnym rozpoczął się 12 maja na rozkaz Dyktatora MOC (Mafijnego Ojca Chrzestnego). Wielu żołnierzy, polityków i obywateli ryzykując życie stanęło w obronie ojczyzny, demokracji oraz praw i wolności obywatelskich. Na rozkaz Dyktatora MOC wymordowano co najmniej kilkaset osób, z czego ok. 30% to protestujące osoby cywilne. Generałowie, którzy odmówili zgody na udział w zamachu stanu zostali aresztowani oraz umieszczeni w więzieniach i aresztach śledczych bez wyroków sądowych. Uwolniono ich rok później i zostali po cichu pozabijani. Wprawdzie nie ma jednoznacznych dowodów, że zabójstw generałów dokonano na rozkaz Dyktatora MOC, ale wiele na to wskazuje, jak choćby niemal natychmiastowe umorzenie przez prokuratury (powołane przez nowy, mafijny rząd) postępowań śledczych i ogłoszenie, że przyczyny ich śmierci są „niejasne”.

Od czasu wymordowania Obrońców Demokracji nazwiska ofiar tej politycznej zbrodni są pomijane lub wręcz ukrywane. Jedynym miejscem, gdzie można się im pokłonić są ich groby na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach (kwatery B18 i B20). Czy są gdzieś jeszcze inne takie miejsca? Niestety nie mam takiej wiedzy. W 1961 roku na powązkowskim cmentarzu usunięto ziemne mogiły ofiar zamachu majowego pozostawiając jedynie nagrobki kamienne, a prochy ofiar umieszczono w jednym nagrobku (foto: T. Leszkowicz; źródło: histmag.org):

Chciałbym jednak wymienić nazwisko jednego z wielu Bohaterskich Obrońców Demokracji: Karol Levittoux. Był stryjecznym wnukiem aktywnego patriotycznego działacza z XIX wieku o takim samym nazwisku, Karola Levittoux. Jego przodek, student prawa, został aresztowany przez rosyjskie władze zaborcze w 1841 roku w wieku 21 lat i uwięziony w warszawskiej Cytadeli. Był bardzo brutalnie torturowany, wskutek czego popełnił samobójstwo, nie ujawnił jednak żadnego nazwiska innych działaczy. Karol Levittoux, również młody student, wziął udział w demonstracji przeciw obaleniu demokracji i, podobnie jak jego przodek, stał się ofiarą dyktatorskiej przemocy – został wraz z wieloma innymi studentami brutalnie zamordowany przez mafijnych bojowców.

Oprócz wspomnianych zbrodni warto wspomnieć także o zakresie niszczenia norm demokracji przy tworzeniu nowego, dyktatorskiego modelu państwa. Przede wszystkim usunięto stanowiący fundament demokracji, rozgłoszony i spopularyzowany w okresie Oświecenia przez francuskiego filozofa i prawnika, Karola Ludwika Monteskiusza, trójpodział władzy. Według koncepcji Dyktatora MOC władza prezydenta musiała być absolutna, a nie tylko wykonawcza. Dlatego otrzymał on prawo wydawania dekretów o mocy ustaw i wetowania ustaw sejmowych, co spowodowało marginalizację, a nawet wręcz eliminację parlamentu. Ponadto prezydent miał prawo powoływać, kontrolować i odwoływać przedstawicieli organów sądowych i prokuratorów, dzięki czemu zyskał również pełną władzę sądowniczą. Niebawem, po 1933 roku, tę samą regułę wprowadzili także dyktatorzy faszystowscy – Engelbert Dollfuß w Austrii, a wkrótce potem Adolf Hitler w Niemczech. Dzięki kontroli władzy sądowniczej przed wyborami parlamentarnymi Prezydent RP nie miał problemu np. z zamykaniem opozycjonistów w obozie koncentracyjnym w Berezie Kartuskiej, utworzonym za zgodą Dyktatora MOC w 1934 roku na wzór niemieckiego obozu w Dachau.

Najbardziej zdumiewające jest jednak zachowanie naszych polityków w stosunku do kilkakrotnie już zgłaszanych przez PSL projektów sejmowych uchwał dotyczących ofiar krwawego zamachu majowego. Postawa polityków radiomaryjno-pisowskich nie jest zaskakująca, ale nie potrafię zrozumieć, czym kierowali się politycy PO blokując te uchwały. Przecież partia ta głosiła schemat ideowy skupiający się na demokracji, prawach i wolnościach obywatelskich, gospodarce wolnorynkowej itp. Być może odrzucanie wspomnianych projektów uchwał wynikało z obaw, że znacząca część ich elektoratu poczułaby się urażona i podczas wyborów głosowałaby na PiS. Szczerze mówiąc innego powodu nie widzę.

Jeszcze jedna, osobista uwaga. Oczywiście mam pełną świadomość, że w polskim społeczeństwie dominuje silne przywiązanie do baśniowych mitów i sfałszowanych historycznych wizji. Tak obywatele są wychowywani i kształceni od niemal dwustu lat. Z tego powodu wydłubywanie różnych rzeczywistych faktów budzi raczej (jeśli ktoś w ogóle na to zerknie) irytację i niechęć, niż choćby cień zainteresowania. Tym niemniej uważam to za mój moralny obowiązek, nawet jeśli te zapiski są bardzo marginalne.

09:52, de_percheville
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 07 maja 2012
Czy konstytucja jest wystarczająca dla demokracji?

Niewątpliwie zasady, normy i przepisy demokratycznych konstytucji są ważną podstawą tworzenia odpowiedniej struktury państwa. Tworzą one główny fundament zasad funkcjonowania demokratycznego państwa prawnego. Ale czy są w pełni wystarczające, czy naprawdę zapewniają przestrzeganie ustalonych konstytucyjnie reguł demokratycznych? Wiele obserwacji wskazuje, że bardzo istotnym czynnikiem są nie tylko zapisy konstytucyjno-prawne, ale również przekonania i postawy społeczne dominujące we wspólnotach państw. Oto kilka przykładów, które to, moim zdaniem, wyraziście potwierdzają.

Szariatyzacja polskiego prawa. Konstytucja RP zapewnia wszystkim obywatelom wolność wyznania, wolność przekonań, wolność słowa i wyrażania swoich poglądów. Tymczasem artykuł 196 kodeksu karnego brzmi: "Kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej [...] podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2." Ten przepis prawny jest ewidentnym naruszeniem konstytucji, ponieważ naruszenie wolności obywatelskich i dóbr osobistych następuje dopiero wówczas, gdy ktoś znieważa publicznie konkretną osobę, a nie gdy wygłasza pewną, nie dotyczącą konkretnego człowieka, własną opinię. Od wielu lat nie było dotychczas nawet cienia próby wprowadzenia poprawy przepisu kodeksu karnego niezgodnego z konstytucją. Czyli dominujące przekonania i postawy społeczne związane z religijną tradycją są traktowane jako coś ważniejszego niż obowiązujące przepisy konstytucyjne.

Oszukańczo-manipulacyjne dowody. Innym przykładem mogą być propagandowe akcje przeprowadzane w „IV RP”, jak na przykład oskarżenie o korupcję posłanki Beaty Sawickiej. Postępowanie sądowe chyba wciąż trwa i wszystko wskazuje na to, że najprawdopodobniej zostanie ona ukarana. Warto jednak zwrócić uwagę, że posłanka nie wykonała żadnego działania korupcyjnego, nie zgłosiła żadnych propozycji, sugestii ani ofert, nie przeprowadziła żadnych naruszających prawo działań urzędowych – wyłącznie uległa oszukańczej manipulacji. Przyjęła zaoferowaną kasę i natychmiast została aresztowana. Gdyby to wydarzenie miało miejsce w Stanach Zjednoczonych, oskarżenie zostałoby umorzone już na pierwszym etapie, ponieważ dowody uzyskane w sposób manipulacyjny lub bezprawny są przez amerykańskie sądy automatycznie odrzucane. Przed sądem mógłby stanąć wyłącznie agent Tomek, który jako pracownik służby specjalnej dokonał oszustwa dla celów polityczno-propagandowych. I tu normy konstytucyjno-prawne okazały się drugorzędne – „goebbelsowskie” manipulacje mają dla naszej społeczności większą wartość, niż przestrzeganie praw obywatelskich.

Uwięzienie Julii Tymoszenko. To kolejny, tym razem ukraiński przykład. Julia Tymoszenko została oskarżona o to, że jako premier podjęła niewłaściwą decyzję. Jest to ewidentne naruszenie także ukraińskiego prawa. Osoba, która podejmuje decyzje wynikające z jej urzędowej funkcji, ma do tego prawo. Jeżeli ktoś potem uzna, że decyzja nie była optymalna, jest to jedynie pewna publiczna ocena, która nie ma absolutnie nic wspólnego z popełnieniem przestępstwa, a tak zdefiniowano jej decyzję. To wydarzenie jest szokującym naruszeniem ukraińskiej konstytucji. Sposób funkcjonowania Ukrainy od lat znacznie odbiega od norm demokratycznego państwa prawnego. A wystarczy spojrzeć na ich konstytucję: spełnia ona wszelkie demokratyczne normy, zawiera zarówno prawa wolności obywatelskich, jaki i przestrzeganie zasad trójpodziału władzy. I co z tego? Prezydent mimo to ma władzę absolutną, a społeczne obyczaje, wyobrażenia, przekonania i postawy mają tu niewyobrażalnie wyższe znaczenie, podczas gdy na konstytucyjne normy mało kto w ogóle spogląda.

14:26, de_percheville
Link Komentarze (1) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9