Uwagi na marginesie życia publicznego
RSS
czwartek, 20 grudnia 2012
Bożonarodzeniowe życzenia

Kaszëbsczé pëszné żëczbë

 

Z serca żëczã Wama wszëtczim
z leżnoscë Gòdów ë Nowégò Rokù 2013
wiele redoscë ë szczescô!

Z serca życzę Wam wszystkim
z okazji Bożego Narodzenia i Nowego Roku 2013
wiele radości i szczęścia!

Jón Ewangelësta de Percheville


Do moich serdecznych życzeń dołączam kolejną piękną kolędę „Czej snôżô Panna” (po polsku: „Gdy śliczna Panna”) w uroczym wykonaniu wspaniałej kaszubskiej wokalistki Weroniki Korthals:

sobota, 15 grudnia 2012
Skojarzenie odnośnie ideologii

Wydarzenia związane z 31. rocznicą stanu wojennego i podjętymi przez środowiska radiomaryjno-pisowskie, wzorowanymi na koncepcji doktora Goebbelsa, propagandowymi „aufmarszami” wywołały u mnie skojarzenie z pewną publikacją sprzed lat, napisaną przez wybitnego brytyjskiego uczonego, kulturoznawcy, literaturoznawcy i filozofa, profesora Uniwersytetu w Lancaster Terry Eagletona, poświęconą analizie ideologii (Ideology. An Introduction, London: Verso 1991). Skojarzenie to powiązało się szczególnie z grafiką na okładce wspomnianej książki, bo przypomina ona moje wielokrotnie wygłaszane uwagi dotyczące mózgowo-umysłowych blokad, zamknięć myślowej wolności i swobody czy (do czego nawoływał pewien ksiądz z mojej parafii) „ukrzyżowania swojego umysłu”. A tak wygląda wspomniany projekt okładki:

Jest jeszcze jedna grafika związana z publikacją profesora Eagletona, która również w sposób zabawny, kpiąco pokazuje ideę tworzenia propagandowej wizji genialnego wodza i przywódcy narodu. Ten obrazek odnosi się do ideowego tworzenia wizji genialnego wodza austriacko-niemieckiego narodu, ale jeśli spojrzymy na polską historię, to podobnych wizji generowania cudownych narodowych geniuszy też nam nie brakuje:

Oczywiście nie zamierzam pomijać naszych działaczy społecznych, którym wiele zawdzięczamy, jeśli chodzi o rozwój i doskonalenie polskiego państwa. Mam wielkie, naprawdę wielkie poszanowanie dla antykomunistycznych opozycjonistów, jak choćby Jacek Kuroń, Bronisław Geremek, Tadeusz Mazowiecki, Adam Michnik i wielu innych, których sposób protestowania przeciw ateistyczno-klerykalnemu dyktatorstwu doprowadził do upadku komunizmu (oczywiście nie był to jedyny czynnik, ważne były też ekonomiczne analizy prof. Kornaia). Warto jednak zwrócić uwagę, że ani wspomniani działacze społeczni, ani związani z nimi inni politycy czy publicyści nigdy nawet nie próbowali generować odnośnie do nich jakichkolwiek propagandowych czy mitycznych wizji.

niedziela, 09 grudnia 2012
Polityczne rozczarowanie nieco gaśnie

Spostrzegłem dwie polityczno-społeczne decyzje naszego rządu, co sprawiło, że złagodniało moje poczucie politycznego rozczarowania i wzbudziło nadzieję na dalsze działania poprawiające strukturę naszego państwa.

Dotarła do mnie informacja uzupełniająca jedną z uwag dotyczących NFZ-owych dotacji dla osób niepełnosprawnych wspomnianych w notce o politycznych rozczarowaniach. Niepełnosprawni bez etatowej pracy otrzymują jedynie połowę dotacji do nabycia przedmiotów ortopedycznych wyłącznie wtedy, gdy nie są zarejestrowani jako bezrobotni i korzystają z ubezpieczeń rodzinnych. Jeżeli zarejestrują się w Urzędzie Pracy i otrzymają urzędowe ubezpieczenie zdrowotne traktowani są jak standardowi pracownicy. Taki system NFZ-owych dotacji, wprowadzony przez aktualnego ministra zdrowia, związany jest z pomijaniem i ograniczaniem pracy „na czarno”. Nie stanowi on więc kolejnej próby obniżania obciążeń budżetu.

Druga decyzja, która również wpłynęła na pewne złagodzenie politycznych rozczarowań, dotyczy schematu religijnej edukacji. Od dłuższego czasu uważam, że nauczanie religii w szkołach jest w pełni do akceptacji. Problem stanowiło jedynie narzucanie i wymuszanie uczestniczenia w lekcjach religii przez uczniów. Głównym służącym temu narzędziem była zasada, według której każdy uczeń zostawał automatycznie włączany do nauki religii katolickiej, a jedyna składana przez rodziców i pełnoletnich uczniów deklaracja dotyczyła rezygnacji z nauki religii. Przez wiele lat uważałem, że jest to naruszenie konstytucji, która daje obywatelom prawo wolności wyznania, dlatego zasada powinna być odwrotna: deklaracja powinna dotyczyć zgody na naukę religii, a bez deklaracji uczeń nie mógłby brać udziału w lekcjach religii. W 2012 roku została wprowadzona taka właśnie zasada i od września  roku obowiązuje w szkołach publicznych. Jest to dość istotny krok w kierunku przestrzegania reguł wolności obywatelskich i praw człowieka, dlatego spostrzeżenie wprowadzenia tego przepisu wpłynęło na złagodzenie poczucia politycznego rozczarowania.

Oczywiście jest jeszcze wiele kwestii, które wymagają udemokratycznionego zreformowania, jednak podejmowanie nawet powolnych i stopniowych działań w kierunku doskonalenia reguł demokratycznego państwa prawnego jest ważniejsze niż utrzymywanie skomunizowanych idei klerykalno-nacjonalistycznych.

Natomiast, szczerze mówiąc, pomijam nużące gadulstwa polityków PiS-u – nieustanne katolicko-islamskie, goebbelsowskie bełkoty tylko nudzą i męczą. Wyznawcy klerykalno-nacjonalistycznych idei mają (nawet w Polsce, gdzie wciąż istnieją spore środowiska przywiązane do pochylania się na klęczkach wobec świętych szamanów) raczej niewielkie szanse na zmianę struktury demokratycznego państwa prawnego. Warto zwrócić uwagę, że zwolennicy nazizmu nigdy nie przejęli władzy w wyniku demokratycznych wyborów (ani we Włoszech, w Portugalii, Austrii, Niemczech, Hiszpanii, Słowacji, Francji Vichy, Chorwacji, czy Rumunii, ani w nowszych czasach np. w Chile czy w Iranie), przejęcie władzy możliwe było tylko poprzez rewolty i zamachy stanu. Czy radiomaryjnym PiS-owcom uda się przeprowadzić w naszej ojczyźnie zamach stanu i narzucić obywatelom sfaszyzowaną dyktaturę? Wciąż mam nadzieję, że nie.

22:34, de_percheville
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 26 listopada 2012
Wolność człowieka wymaga odsunięcia końskich klap od głów i myśli

Jeszcze jedna uwaga o bardzo interesującej książce „Odkrywając wolność przeciw zniewoleniu umysłów”, zredagowanej i opublikowanej przez prof. L. Balcerowicza. Kupiłem ją sobie i wziąłem też udział w promocyjnej „Freedom Party” zorganizowanej przez Forum Obywatelskiego Rozwoju w Lucid Club. Prof. Balcerowicz przedstawił tam wykład omawiający strukturę i treści wspomnianej publikacji. Zawiera ona obszerny, wnikliwy wstęp redaktora  tomu oraz 49 w większości naprawdę interesujących tekstów. Autorzy są z różnych części świata, z różnych epok (mniej więcej od XVIII wieku do współczesności).

Wielu autorów i ich artykuły są naprawdę bardzo, bardzo interesujące – wymienię tylko kilku, którzy mnie wstępnie zainteresowali (teksty liczą łącznie ok. 1000 stron, moje poczytywanie będzie więc trwało raczej dość długo): James Madison, amerykański prawnik, a także polityk, czwarty prezydent Stanów Zjednoczonych, przeciwnik niewolnictwa, jeden z głównych twórców amerykańskiej konstytucji, zwolennik decentralizacji władz państwa; Michael Gazzaniga, amerykański neuropsycholog, autor bardzo interesującej książki „Istota człowieka. Co sprawia, że jesteśmy wyjątkowi” (Sopot:  Smak Słowa 2011); Milton Friedman, amerykański ekonomista, żydowski imigrant z Węgier, laureat Nagrody Nobla, bardzo ceniony przez prof. J. Kornaia; Friedrich August von Hayek, austriacki filozof, ekonomista, teoretyk nauk społecznych, także laureat Nagrody Nobla, wielki zwolennik wolności i praw człowieka, budzi naprawdę ogromny szacunek, nie tylko dzięki myślowej, naukowej i analitycznej wybitności, ale także dlatego, że żył w czasach, gdy w Austrii dominowały „polsko-podobne” środowiska klerykalno-nacjonalistycznych „moherystów” jak choćby Engelbert Dollfuß, Adolf Hitler czy Adolf Eichmann, ale cała jego aktywność skierowana była na rzecz poszanowania wolnego człowieka; David Hume, szkocki filozof, historyk i pisarz z XVIII wieku; Karl Popper, wybitny austriacki filozof, gdyby (podobnie jak von Hayek) nie wyemigrował z Austrii, pewnie nie przeżyłby „moherystycznej” dyktatury; i wielu, wielu innych bardzo interesujących autorów.

Jeszcze raz bardzo polecam tę publikację. Czy wywoła ona jakiekolwiek osłabienie klerykalno-nacjonalistycznej ideowości skupionej na stworzeniu dyktatorskiej, absolutnej władzy, segregacji i hierarchizacji społecznej itp. itd.? Raczej wątpię, bo zainteresowanie się pewnymi przemyśleniami, analizami czy modelowaniem wolnościowych struktur państwa wymaga odsunięcia od głowy i umysłu ograniczających swobodne myśli plemiennych „końskich klap”. Niestety wielu ludzi ulega niezmiernemu uzależnieniu od myślowych blokad i ograniczeń (jak wołał kiedyś pewien ksiądz: „Ukrzyżujcie swój umysł!”), a bardziej otwarte spojrzenia na rzeczywistość wywołują podejrzliwość i poczucie zagrożenia. Ale starać się trzeba, nawet gdy wolnoludzkie przemiany społeczne rozwijają się powolusieńku. Dlatego jeszcze raz polecam do przejrzenia publikację prof. Balcerowicza.

piątek, 16 listopada 2012
Odkrywanie wolności

W niedzielę, 11 listopada, włączyłem się do  prezydenckiego marszu „Razem dla Niepodległej”. Głównie dlatego, że irytują mnie próby niszczenia naszej ojczyzny przez zwolenników klerykalno-nacjonalistycznej antydemokratycznej doktryny polityczno-społecznej. Muszę przyznać, że marsz prezydencki był udany i dość sympatyczny, choć uczestniczyli w nim także wyznawcy krwionośnej teorii duszy, według której człowiek nie jest po prostu człowiekiem, lecz wytworem duszy opartej na biologicznych nośnikach. Dlatego człowiekiem jest już sama sperma – pamiętajmy, że niejaki Onan został ukarany śmiercią przez Boga, bo uprawiając stosunki przerywane niszczył nośniki duszy, czyli po prostu zabijał ludzi. Muszę przyznać, że demonstrowane przez tych uczestników marszu obrazy pokazujące krwawo zamordowane dzieci budziły we mnie spory niesmak. Ale trudno, wolność słowa i wyznań zapewnia nasza konstytucja, więc choć krwionośna i spermowa teoria duszy nie ma związku ze Świętem Niepodległości, to jednak trudno zabronić takiego uczestnictwa w marszu.

Obok pomnika Kopernika zauważyłem pewne działania promocyjne. Zaciekawiły mnie, więc odszedłem od marszu i zbliżyłem się do tego miejsca. Promowana była tam pewna niezmiernie interesująca książka pod redakcją bardzo przeze mnie cenionego i szanowanego naukowca i polityka o wielkich zasługach dla naszej demokracji, a przede wszystkim dla stworzenia struktur gospodarki wolnorynkowej. Stał obok, podszedłem do niego, trochę porozmawialiśmy, a pewna pani zrobiła nam wspólne zdjęcie. Oczywiście mam na myśli profesora Balcerowicza. Przedstawiana tam książka jest bardzo ciekawa i wartościowa, poświęcona odkrywaniu wolności i oswobodzeniu się od zniewolenia umysłu. Jest ogromna, liczy ok. 1000 stron, a równocześnie jest naprawdę niedroga. W księgarniach ma pojawić się już w poniedziałek, 19 listopada, i kosztować ma zaledwie 24,90 zł. Gorąco ją polecam:

Odkrywanie wolności, skupienie się na rzeczywistych faktach i zjawiskach społecznych, ekonomicznych itp., a także uwalnianie się od emocjonalnych, baśniowo-mitycznych wizji ma dla każdego człowieka ogromne znaczenie. Dlatego naprawdę warto się tą publikacją zainteresować.

środa, 10 października 2012
Polityczne rozczarowanie

Sposób działania rządzących naszym krajem polityków PO ostatnio coraz bardziej mnie rozczarowuje. To poczucie zawiedzenia i rozczarowania wynika nie z pewnych ideowych czy mitycznych emocji, ale z przyjętych na początku działalności tej partii pewnych zagadnień polityczno-ustrojowych: decentralizacja zarządzania państwem, rozbudowa i poszerzanie gospodarki wolnorynkowej, dbałość i przestrzeganie wolności obywatelskich i praw człowieka.

Niestety w praktyce działań polityczno-ekonomicznych następuje coraz silniejsze odsuwanie i blokowanie wspomnianych norm demokratycznego państwa prawnego. Oto najbardziej widoczne dwa przykłady:

- rozbudowa gospodarki wolnorynkowej, czyli usuwanie przedsiębiorstw państwowych. Upaństwowiona gospodarka jest źródłem wielu ekonomicznych zaburzeń – warto spojrzeć na jedną z analiz profesora Kornaia, określoną przez niego jako „miękkie ograniczenia budżetowe” (zob. np. J. Kornai, E.S. Maskin, G. Roland, „Understanding the Soft Budget Constraint”, Journal of Economic Literature, 2003, t. 14, nr 4, s. 1095-1136). Instytucje kontrolujące funkcjonowanie gospodarki inaczej podchodzą do przedsiębiorstw i firm upaństwowionych, bo są one częścią struktur biurokratycznych, a ich zarządy i rady nadzorcze zapełniają różni politycznie powiązani kolesie. Z powodu „miękkich ograniczeń budżetowych” upaństwowienie gospodarki jest jednych z głównych źródeł zadłużeń budżetowych. Mimo ogłaszanych obietnic prywatyzacji państwowych firm, prawie nic się tu nie zmieniło.

- sposoby obniżenia obciążeń budżetu – można by oczekiwać podjęcia ograniczeń kosztów budżetowych, jakie wynikają z powołania zbędnych i społecznie niepotrzebnych instytucji, jak choćby IPN czy CBA. Ponadto w Polsce są jedne z najliczniejszych na świecie urzędów państwowych i samorządowych – wystarczy spojrzeć na liczebność rady miejskiej np. w ponad 8-milionowym Nowym Jorku i nawet nie 2-milionowej Warszawie: cała nowojorska rada miejska ma tylko 51 członków, a warszawskie rady miejskie liczą łącznie 469 radnych. Jeśli spojrzymy na całą Polskę i przeróżne rady gminne, miejskie, powiatowe i wojewódzkie, to koszty ich utrzymania są jednym z głównych źródeł obciążeń budżetowych. Czy podjęto choć cień obniżenia liczby urzędasów finansowanych z obywatelskich podatków? Broń Boże, bo partie muszą przecież gdzieś powtykać swoich kolesiów. Inny przykład jest dla mnie jeszcze bardziej szokujący: chodzi o osoby niepełnosprawne. Niestety ogromna większość niepełnosprawnych to bezrobotni. Mają wprawdzie ubezpieczenia zdrowotne, ale zwykle nie na podstawie opłat etatowych pracowników, ale na podstawie rejestracje dokonywanej przez bliskich krewnych – rodziców, małżonków itp. Osoby niepełnosprawne potrzebują, by móc żyć, różnych kosztownych przedmiotów ortopedycznych. NFZ-owe dofinansowanie do nabycia przedmiotów ortopedycznych nie jest zbyt wysokie, stanowi zwykle ok. kilkunastu procent ceny. A jaką decyzję podjął w tej kwestii nasz rząd? Otóż wpadł na pomysł, żeby walnąć po kieszeni bezrobotnych niepełnosprawnych – jeżeli niepełnosprawny ma etat, dostaje pełną kwotę NFZ-ową, ale jeżeli jest bezrobotny i jego ubezpieczenie zdrowotne oparte jest na wsparciu rodziny, może otrzymać tylko połowę tej kwoty. Podobne walenie po kieszeniach zwykłych niekolesiowskich obywateli  podjęto także w wielu innych dziedzinach: jak na przykład dofinansowanie leków, dotacje publikacji naukowych itp. itd.

Chętnie wysłucham expose pana premiera, które ma być niebawem wygłoszone. Mam poważne wątpliwości, czy zostaną podjęte działania bardziej racjonalne, ale zobaczymy…

21:21, de_percheville
Link Komentarze (1) »
niedziela, 16 września 2012
Faszyzm niszczący muzykę

Muzyczne protest songi miały w wielu krajach spory wpływ na osłabianie idei klerykalno-nacjonalistycznego, plemiennego kolektywizmu poprzez kształtowanie społecznych postaw sprzyjających obywatelskiej wolności i przestrzeganiu praw człowieka. Jeżeli jednak zwolennikom ograniczenia demokratycznych swobód udało się dokonać zamachu stanu i  wprowadzić monopartyjną dyktaturę protestsongowi muzycy stawali jednymi z głównych ofiar dyktatorskiej przemocy.

Niezwykle popularnym i cenionym artystą w latach 60-tych i 70-tych był chilijski muzyk, wokalista, kompozytor, poeta i autor tekstów, Victor Jara. Był zaangażowany społecznie i politycznie, wzorował się także na działaniach amerykańskich protestsongowców, głównie Pete’a Seegera. W 1962 roku amerykańska pieśniarka Malvina Reynolds napisała i skomponowała ironiczną piosenkę kpiącą i wyszydzającą amerykańską klasę średnią, która stanowiła wówczas bardzo znaczącą segregację społeczną – „Little boxes”. Piosenka ta stała się niezwykle popularna głównie w wykonaniu Pete’a Seegera:

Ponieważ podobne zjawiska społeczne miały miejsce również w Chile, Victor Jara stworzył jej chilijską wersję pod tytułem „Las casitas del Barrio Alto”, która również stała się wielkim chilijskim przebojem:



Innym popularnym protestsongowym przebojem była „Ni chicha ni limoná”. Chicha to alkoholowy napój wytwarzany przez Inków z kukurydzy, ale Chilijczycy nazywają tak również piwo, czyli „ni chicha ni limoná” to „ani piwa ani lemoniady” – chilijski idiom oznaczający „nic a nic”, braki i ubóstwa w dużej części społeczeństwa:

Kiedy Augusto Pinochet dokonał we wrześniu 1973 roku zamachu stanu, obalił lewicowy rząd demokratyczny i wprowadził monopartyjną klerykalno-nacjonalistyczną dyktaturę, opozycjoniści zostali uwięzieni m.in. w obozach koncentracyjnych utworzonych w Santiago na dwóch stadionach: piłkarskim Stadionie Narodowym (ponad 130 tys. więźniów) oraz wielofunkcyjnym stadionie Estadio Chile (ok. 5000 więźniów). Victor Jara został aresztowany i umieszczony w obozie na Estadio Chile. Ponieważ grał tam na gitarze i śpiewał swoje pieśni, rozwścieczeni faszystowscy bojowcy obcięli mu dłonie, żeby zablokować jego muzyczne występy. Mimo to Victor Jara, choć nie mógł już grać na gitarze, wznosił owinięte szmatami ręce i nadal śpiewał. Wtedy został wyciągnięty ze stadionu na ulicę i rozstrzelany z karabinów maszynowych. Przechodzący tamtędy ludzie dostrzegli jego ciało, a ponieważ był bardzo popularny natychmiast go rozpoznali. Jego ciało zostało najpierw ukryte w kostnicy, a potem ukradkiem pochowane bez nazwiska. Normalny pogrzeb odbył  się dopiero kilka lat po śmierci dyktatora Pinocheta, w 2009 roku.

W przeciwieństwie do protestsongowego chilijskiego muzyka wielki zachwyt u naszych zwolenników klerykalnego nacjonalizmu wzbudzał faszystowski zbrodniczy dyktator. Kiedy w 1998 roku udał się na leczenie do Wielkiej Brytanii i został tam aresztowany, odwiedzili go Marek Jurek, Michał Kamiński i Tomasz Wołek, pokłonili się i wręczyli mu ryngraf z wizerunkiem Matki Boskiej, bo przecież, podobnie jak polski bohater narodowy, potrafił skutecznie wymordować demokratycznych opozycjonistów.

15 września 2012 to 39 rocznica faszystowskiego zniszczenia chilijskiej protestsongowej muzyki.

niedziela, 19 sierpnia 2012
Muzyka niszcząca faszyzm

Poetycko-muzyczna, społeczna aktywność służąca poprawieniu relacji społecznych i ograniczeniu narzucania innym ludziom pewnych mityczno-baśniowych wyobrażeń ma niemal odwieczną tradycję na całym świecie. Największe wrażenie budzi jednak powstała w Stanach Zjednoczonych w latach 40-tych idea muzycznych protest songów. Jej głównymi twórcami byli dwaj muzycy – kompozytorzy, autorzy tekstów, instrumentaliści i wokaliści - Woody Guthrie i Pete Seeger. Wówczas szczególnie aktywny był Woody Guthrie, który w 1941, gdy Stany Zjednoczone przystąpiły do II wojny światowej, zgłosił się do armii i walczył z faszystami w Europie. Po powrocie do Ameryki jego głównym zaangażowaniem było osłabianie rasistowskich i klerykalno-nacjonalistycznych postaw wśród Amerykanów.

Dla wyraźnego wskazania celu swoich społecznych działań umieszczał na używanej przez siebie gitarze napis podkreślający, że stanowi ona jego główne narzędzie niszczenia faszyzmu:

Po tym napisie można by się spodziewać w działaniach protestsongowego muzyka bojowej agresywności. Ale gdy posłuchamy jego utworów, to ze zdziwieniem zauważymy, że nie ma tam nawet cienia jakiejkolwiek napastliwości. Ewidentnie dominuje tu przekonanie, że aby zapewnić wszystkim obywatelom prawa wolności, należy też zachować poszanowanie dla ludzi, których poglądy wymagają poprawy. Bo tylko łagodność i dyskrecja mogą wpłynąć na nich pozytywnie. Oto chyba najbardziej klasyczny protestsongowy utwór, który przez wiele lat śpiewał nie tylko Woody, ale praktycznie wszyscy amerykańscy wykonawcy protest songów – Pete Seeger, Bob Dylan, Bruce Springsteen i wielu, wielu innych. Piosenka nosi tytuł „This land is your land” i pokazuje, że kraj należy do wszystkich obywateli, niezależnie od ich etnicznych przynależności: „this land was made for you and me”.

Innym przykładem potwierdzającym protestsongowe strategie kształtowania postaw społecznych jest chyba najsławniejsza pieśń Pete’a Seegera poświęcona baśniowym przekonaniom dotyczącym historycznych, szczególnie wojennych, wydarzeń – „Where have all the flowers gone?”. Także ta pieśń jest poetycko dyskretna i łagodna w odniesieniu do oddziaływania na społeczne przekonania i zwracanie uwagi, że historyczne wydarzenia na ogół nie są ani jednoznaczne, ani oczywiste.

W latach sześćdziesiątych była to chyba najbardziej popularna piosenka na całym świecie, śpiewana przez mnóstwo artystów, jak choćby Marlena Dietrich („Sag mir, wo die Blumen sind”), Dalida czy Żanna Biczewska. Przeurocza jest jej polska wersja w wykonaniu Sławy Przybylskiej – „Gdzie są kwiaty z tamtych lat?”.

Po latach różnych działań na rzecz poprawienia relacji społecznych warto popatrzeć na koncert „We are one” zorganizowany 18 stycznia 2009 roku pod pomnikiem Lincolna w Waszyngtonie dla uhonorowania prezydenta Baracka Obamy, w którym wystąpił także Pete Seeger. Gdy spojrzymy na uczestników tego koncertu (a było ich prawie pół miliona), uśmiech i radość na twarzy 90-letniego protestsongowego muzyka, który przez wiele, wiele lat zabiegał o wolności obywatelskie, prawa człowieka i poszanowanie wszystkich społeczności etnicznych, są w pełni zrozumiałe.

niedziela, 12 sierpnia 2012
Jeden świat, wiele kultur

Tak naprawdę mamy tylko jeden wspólny świat i wszyscy żyjący tu ludzie stanowią w gruncie rzeczy jedno skupisko. To, co ich dzieli, to jedynie kultury, tradycje i obyczajowość. Takie spojrzenie na naszą ludzką rzeczywistość ukazuje, między innymi, ciekawy muzyczny utwór izraelskiego artysty Idana Raichela – „Bo'i” („Chodź ze mną”). Piosenka śpiewana jest po amharsku i po hebrajsku, a treść dotyczy męsko-damskich miłosnych relacji: podaj mi rękę i pójdźmy razem, nie stawiaj warunków, bo trudno przewidzieć, jak będzie toczyć się nasze życie – najważniejsze są życzliwe, partnerskie relacje. 

Treściowo podobny jest także inny popularny przebój izraelskiego rockowego muzyka, Dudu Tassy. „Halayla lo” („Tej nocy nie”) odnosi się do nieporozumień i sporów, jaki mogą pojawić się między kobietą a mężczyzną. Warunkiem podtrzymania miłosnych związków jest poszanowanie partnerki, a także uznanie, akceptacja jej partnerskiej równości i niezależności.

Taka niezmiernie popularna melodia musi budzić wściekłość islamskich moherystów, bo przecież teren państwa Izrael to święte miejsce. To właśnie tam Mahomet pofrunął na Buraku i za pośrednictwem archanioła Dżibrila otrzymał od Boga normy i reguły szariatu. A teraz hopsają tam półnagie żydowskie dziwki, z nieosłoniętymi głowami, ramionami i nogami.

Przekonanie, że mamy jeden świat i wiele kultur, potwierdzają również postawy wszelkich moherystów – islamskich, rzymsko-helenistycznych, prawosławnych czy judaistycznych – którzy (pomijając baśniowe opowieści) praktycznie w ogóle się od siebie nie różnią.

13:42, de_percheville
Link Komentarze (3) »
wtorek, 31 lipca 2012
Czy myślenie może być wolne i swobodne?

Jednym z najbardziej charakterystycznych zjawisk społecznych jest rywalizacja zwolenników dwóch przeciwstawnych postaw: z jednej strony są to narzucone i brutalnie wymuszane schematy myśli i przekonań, a z drugiej otwarta obserwacja rzeczywistości oraz swobodne i wolne przemyślenia. Wyznawcy plemiennego szamanizmu wywierają presję na pokorne podporządkowanie się narzuconym normom i wizjom rozumienia świata. Od pradawnych czasów nieposłuszni, swobodnie myślący ludzie byli albo surowo karani, albo wypędzani ze społeczności, albo mordowani. Przykładem może być choćby wskazanie kością przez kapłana voodoo nieposłusznego i naruszającego tabu członka plemiennych wyznawców, które jest nakazem opuszczenia społeczności i zwykle kończy się nagłą śmiercią (tzw. „śmiercią voodoo”). Inny przykład to wymierzane przez Święte Oficjum naukowcom, myślicielom, filozofom itp. kary śmierci (m.in. Giordano Bruno) lub dożywotniego więzienia. Jeszcze inny to wygłoszony jakiś czas temu przez wikarego z mojej parafii apel do wiernych: „Ukrzyżujcie swój umysł!”. To zalecenie jest w naszym społeczeństwie niezmiernie upowszechnione, wystarczy spojrzeć na sejmowe głosowanie w odniesieniu do projektu ustawy o związkach partnerskich – zdecydowana większość naszych posłów dokonała głębokiego „ukrzyżowania” swoich umysłów.

Z drugiej strony, historycznym przykładem dążenia do przekonania ludzi o wolności myśli jest pewien uroczy wiersz, utworzony i upubliczniony w 1780 roku przez nieznanego niemieckiego autora. Zyskał on wielką popularność, po 1810 roku został umuzyczniony i przez następne stulecia stał się pieśnią wykorzystywaną przez zwolenników obywatelskich  swobód i wolności – Die Gedanken sind frei („Myśli są wolne”). Warto spojrzeć na treść tego XVIII-wiecznego tekstu (nie próbuję stworzyć poetyckiego przekładu, podaję jedynie to, co jest treściowo najistotniejsze):

moje myśli są wolne, nikt ich nie odgadnie, nie rozpozna, żaden snajper ich nie odstrzeli; myślę, co chcę i co mnie cieszy, moich chęci i pragnień nikt nie może mi odebrać; a jeśli zostanę uwięziony w lochu, nic to nie zmieni, bo moje myśli rozerwą bariery i mury; dlatego odrzucam niepokoje i obawy, zawsze mogę roześmiać się, zażartować, bo przecież moje myśli są wolne

Pieśń tę zaśpiewała także popularna niemiecka wokalistka, Nena (album Komm, lieber Mai…, 1990):

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9