Uwagi na marginesie życia publicznego
RSS
wtorek, 19 marca 2013
Rocznica urodzin jednego z polskich geniuszy

13 marca to 168 rocznica urodzin jednego z najwybitniejszych światowych językoznawców, Jana Niecisława Baudouin de Courtenay. Urodził się w 1845 roku w Radzyminie koło Warszawy, był potomkiem pewnego arystokratycznego francuskiego oficera, który osiadł w Polsce w XVII wieku, a jego praprzodkiem był XII-wieczny król Francji Ludwig VI Gruby. Odbył bardzo wnikliwe studia językoznawcze najpierw w Warszawie, a potem także w Pradze i w kilku uniwersytetach niemieckich – w Jenie, Berlinie i Lipsku. W Lipsku obronił pracę doktorską i jako doktor nauk językoznawczych pełnił funkcję profesora w Rosji (bo spora część Polski znajdowała się wówczas w zaborze rosyjskim) – najpierw w Kazaniu, potem w Dorpacie, a w latach 1893-1900 pełnił funkcję profesora w Uniwersytecie Jagiellońskim. Oto zdjęcie (zrobione podczas pobytu w Krakowie) profesora Baudouin de Courtenay i jego rodziny: profesor (po środku), jego siostra Bronisława (po lewej stronie) i żona Romualda (po prawej stronie) oraz pięcioro dzieci (od lewej po kolei – Ewelina, Sławuś, Mania, Zosia i Cezia):

Przebywając w Krakowie odniósł się krytycznie do pewnych zachowań w stosunku do władz austriackich – ludzie wynajmujący mieszkania zawierali umowę i zgłaszali ją władzom miasta z minimalną częścią rzeczywiście ponoszonych opłat, co miało być działaniem antyzaborczym. Austriackie władze miasta natychmiast zorientowały się, że są to oszustwa i wlepiały im opłaty podatkowe  znacznie wyższe, niż te które wynikałyby z rzeczywistych opłat wynajmowania mieszkań. Baudouin de Courtenay chciał ogłosić swoją krytyczną ocenę w jednej z miejscowych gazet, ale żadna nie wyraziła na to zgody, więc opublikował swoją broszurę. W odpowiedzi władze UJ odmówiły mu przedłużenia umowy, co sprawiło że musiał znów odejść do Rosji (do Petersburga). Wkrótce potem został tam zamknięty w więzieniu za krytyczne uwagi dotyczące rosyjskiego reżimu. Do Polski wrócił dopiero po odzyskaniu niepodległości, w 1918 roku, i został profesorem na Uniwersytecie Warszawskim.

Jan Niecisław Baudouin de Courtenay był jednym z najbardziej cenionych językoznawców w całej Europie, był (obok Ferdinanda de Saussure) jednym z głównych twórców lingwistyki strukturalnej. Znakomicie i swobodnie posługiwał się wieloma różnymi językami, publikował także liczne bardzo wysoko cenione artykuły i książki poświęcone badaniom i teoriom językoznawczym, pisane w różnych językach: po polsku, niemiecku, rosyjsku, francusku, czesku i włosku. Nie ograniczał się jednak do publikowania wyłącznie prac naukowych – interesował się zjawiskami społeczno-politycznymi, przy czym był bardzo zaangażowany w dziedzinie wolnomyślicielstwa, kultur regionalnych, poszanowania wolności obywatelskich i praw człowieka. Ogłaszane przez niego pisma publicystyczne publikowane były w gazetach i czasopismach, a także wydawał od czasu do czasu własne broszury poświęcone zjawiskom społeczno-politycznym. Pozwolę sobie zamieścić tu kilka, w moim poczuciu bardzo interesujących, cytatów z jego pism publicystycznych (w latach 1880-1927):

Żaden warszawski polityk, który chciałby zmienić Kaszubów, Ślązaków czy Białorusinów w Polaków, nie miałby prawa czuć się dotknięty tym, że carska administracja próbowała zmienić Polaków w Rosjan.

Nieustająca aż do dni naszych zaborczość Rzymu starożytnego rzuca się dziś z całą bezwzględnością, zaciekłością i brutalnością już nie na ciało, ale na duszę człowieka.

Znakomita większość ludzi znajduje się w stanie chronicznego przyćmienia umysłu.

Polityka to smrodliwa kloaka; kto do niej wpadnie, musi się oplugawić. Rozpolitykowanie tępi poczucie sprawiedliwości. Polityka a uczciwość wyłączają się nawzajem.

Z uznania przez Żydów państwowości polskiej wynika ich równouprawnienie z innymi współobywatelami zarówno w prawach jak i obowiązkach.

My w Szkole Głównej nie dzieliliśmy kolegów na „Żydów i „nie-Żydów”. Wszyscy byliśmy równi, wszyscy staraliśmy się pracować dla nauki i dla wspólnego społeczeństwa. […] Dziś kierujemy się nie rozumem i względem na dobro społeczne, ale menażeryjnymi wstrętami i „rasowymi” uprzedzeniami. Dziś dążymy do radykalnego „odżydzania” społeczeństwa polskiego, do radykalnego „odżydzania” nauki polskiej. [… ] Dla mnie zaś jest to nie tylko wstrętne i ochydne, ale, co więcej, nierozumne i zgubne.

W roku 1927 (mając wówczas 82 lata) Jan Niecisław Baudouin de Courtenay wystąpił z kościoła katolickiego dokonując jednej z najwcześniejszych apostazji. Dwa lata później zmarł, a jego rodzina znalazła się w bardzo trudnej sytuacji, aby móc go pochować. Wszystkie ówczesne instytucje zarządzające cmentarzami (powiązane z kościołem katolickim) odmówiły zgody na dokonanie pogrzebu. Zgodę wyraził dopiero jeden z kościołów protestanckich (choć Baudouin de Courtenay nie miał z nim żadnych związków) i jego grób znajduje w Warszawie na Cmentarzu Ewangelicko-Reformowanym.

 

Źródło cytatów: J.N. Baudouin de Courtenay, Dzieła wybrane. Tom VI: Pisma publicystyczne. Warszawa: PWN, 1983.

środa, 13 marca 2013
Profesorze, o co ci chodzi?

Jednym z najważniejszych elementów tworzenia demokratycznego państwa prawnego jest przestrzeganie praw człowieka, a także ochrona obywateli przed segregacją i hierarchizacją społeczną (jak choćby podział ludzi, którzy są obywatelami państwa, na autokratycznych władców, szlacheckiej wyższości społecznej i zniewolonych, pańszczyźnianych służących). Ważnym czynnikiem pełnej demokracji jest także poszanowanie kultur regionalnych, które mają znaczący wpływ na ożywianie i pobudzanie rozwoju kultury narodowej. Bardzo istotne jest także nienaruszanie swobód ugrupowań etnicznych, jak również uznawanie języków regionalnych. Przez wiele lat w naszym kraju dominował kult plemiennego mistycyzmu, czego szczególnymi przejawami były prześladowania społeczności żydowskiej (jak choćby uczelniane „getta ławkowe” czy „łagodny” komunistyczny holokaust wprowadzony w 1968 roku), jak również kultur regionalnych (w latach 30-tych XX wieku wprowadzono zakaz zatrudniania na terenie Kaszub nauczycieli pochodzenia kaszubskiego – pracę stracił wówczas jeden z najwyżej cenionych kaszubskich poetów i pieśniarzy Jan Trepczyk, autor kaszubskiego hymnu „Zemia rodnô”). W pewnym stopniu udało się osłabić i ograniczyć plemienny mistycyzm w czasie budowania wolnego państwa polskiego. Niestety od pewnego czasu narasta dążenie do przywrócenia plemiennego feudalizmu i maksymalnego ograniczenia obywatelsko-demokratycznych swobód.

W styczniu 2005 roku (przed próbą ograniczenia demokracji w ustroju państwa określanego jako „IV RP”) język kaszubski uzyskał status prawny języka regionalnego. O przyznanie takiego prawa zabiegają także członkowie społeczności śląskiej, przywiązani do swojej tradycji kulturowej, obyczajowej czy historyczno-etnicznej. Niestety bardzo agresywną ocenę odnośnie przyznania językowi śląskiemu prawa języka regionalnego sporządził profesor Franciszek Marek, opracowujący ekspertyzy sejmowe. Podstawowym argumentem krytycznej ekspertyzy profesora jest przekonanie, że języki regionalne powodują „rozwalanie jedności państwa”, czyli umysłowe zaburzenie wywołane silnym przywiązaniem do plemiennego mistycyzmu. To silne zaburzenie spowodowało szereg jego wulgarnych zapisów, jak choćby nazwanie społeczności śląskiej „zespołem warchołów”.

Moja reakcja na obrzydliwy i antydemokratyczny kult profesora Marka opiera się na pieśni kaszubskiego punkrockowego zespołu The Damrockers pod tytułem „Ò co cë chòdzy?” („O co ci chodzi?”):

(Profesorze) ja nie wiem, o co ci chodzi,
po co urządzasz taki wielki bełkot?
Ta twoja polityka nic mnie nie obchodzi,
ja nie mam czasu słuchać takich głupstw!

niedziela, 10 marca 2013
Europejska szansa na rozwój wolności obywatelskich

Niemiecki polityk zgłosił propozycję zawieszania funduszy unijnych dla państw UE, które naruszają normy demokratyczne i prawa człowieka. Wsparli go politycy Danii, Holandii i Finlandii. Szansa na przyjęcie takiego systemu nie jest ani jednoznaczna, ani oczywista, ale przyznaję, że byłbym zadowolony, gdyby udało się jednak ją wprowadzić. Byłby to dość silny bodziec skłaniający do otrzeźwienia mitycznie zaburzonych umysłów polityków w krajach, gdzie wciąż jeszcze dominują klerykalno-nacjonalistyczne segregacje i hierarchizacje społeczne, np. w Bułgarii, Rumunii, od pewnego czasu również na Węgrzech, a w pewnym zakresie także w naszej ojczyźnie. Przyjęcie wspomnianej reguły ograniczeń przekazywania funduszy unijnych nie wywołałoby szczególnych przemian wśród polityków i zwolenników PiS-u, a także ugrupowań pisowskopodobnych, raczej spowodowałoby nawoływanie o odejście z Unii Europejskiej. Niewątpliwie zadziałałoby jednak dość intensywnie na postawy członków konserwatywnej frakcji PO, którzy musieliby się wyraźnie otrzeźwić i pogodzić się z koniecznością zaakceptowania reguł demokratycznej prawności. Trzymajmy więc kciuki, aby to się udało, bo wówczas nasi obywatele przywiązani do klerykalno-nacjonalistycznego mistycyzmu musieliby zdecydować się, czy wolą żyć w trudniejszej sytuacji gospodarczej, ale za to pod mocną presją segregacji społecznych, czy raczej w poprawiającej się sytuacji gospodarczej, ale wśród powszechnej wolności obywatelskiej.

Ja już trzymam kciuki!

21:07, de_percheville
Link Komentarze (4) »
czwartek, 14 lutego 2013
Nie mam zdania, czy pan minister ma jajca czy cipkę

W pewnym wywiadzie pana ministra pojawiło się zaskakujące zdanie: „Nie mam zdania, czy Grodzka jest mężczyzną, czy już kobietą”. Przyznam się, że dla mnie taka wypowiedź jest naruszeniem obywatelskich praw człowieka i dóbr osobistych. Powstaje pytanie, jak można było politykowi, który nie jest w stanie poszanować indywidualnych praw swoich obywali, powierzyć funkcję ministra sprawiedliwości.

Proszę sobie wyobrazić, że wchodzimy do urzędu, składamy tam pewien dokument, a urzędnik mówi: „Wprawdzie w dowodzie osobistym ma pan/pani wskazaną płeć męską/kobiecą, ale mnie to nie przekonuje – proszę pokazać genitalia, a ja ocenię rodzaj płci”. W takiej sytuacji należałoby natychmiast złożyć w sądzie pozew o naruszenie norm urzędniczych i dóbr osobistych.

Jeśli zaś chodzi o płeć pana ministra, to przecież nie mamy żadnych innych podstaw, by uznać go za mężczyznę, niż wygląd i sposób wypowiadania się. Brak zdania odnośnie jego płci jest więc czymś naturalnym. Aby udowodnić swoją męskość, pan minister musiałby nie tylko zdjąć gacie i spuścić majty, ale jeszcze pozwolić obywatelom obmacać sobie jajca, żeby udowodnić, że nie są naklejone.

czwartek, 31 stycznia 2013
Skuteczny efekt bułgaryzacji

Odnośnie sejmowej wypowiedzi ministra Gowina, byłem przekonany, że jego opinia o naruszeniu konstytucji przez ustawowe projekty dotyczące związków partnerskich jest nieuzasadniona. Przyjrzałem się jednak nieco dokładniej tej opinii i muszę przyznać, że ma ona jednak pewne uzasadnienie. Małżeństwo męsko-damskie może być zawarte albo w kościele, albo w urzędzie stanu cywilnego. Wszystkie wspomniane trzy projekty ustaw wyznaczały jako miejsce rejestracji związków partnerskich właśnie urząd stanu cywilnego. A to urzędowe połączenie zawierania małżeństw i związków partnerskich, gdyby doszło do przyjęcia jednego z projektów,  zostałoby najprawdopodobniej uznane przez Trybunał Konstytucyjny za naruszenie Artykułu 18 Konstytucji RP.

Trzeba przyznać, że bułgarscy wyznawcy prawosławnego szamanizmu, którzy jako pierwsi na całym świecie (12.07.1991) wprowadzili ten zapis do konstytucji, mieli niezmiernie skuteczny pomysł. Spodobał się on wielu innym zwolennikom szamanistycznych ograniczeń wolności i swobód obywatelskich – był kopiowany w kolejnych postkomunistycznie tworzonych konstytucjach: litewskiej (6.07.1992), łotewskiej (6.07.1993), białoruskiej (15.03.1994), mołdawskiej (29.07.1994), ukraińskiej (28.06.1996), polskiej (25.05.1997), serbskiej (8.11.2006), czarnogórskiej (19.10.2007) i węgierskiej (przez wiele lat obowiązywała tam konstytucja z roku 1949, a zbułgaryzowana została dopiero w styczniu 2012). Jednym z nielicznych postkomunistycznych krajów, który nie uległ szamanistycznym wizjom i nie skopiował bułgarskiego konstytucyjnego zapisu o męsko-damskim małżeństwie są Czechy, choć czeska konstytucja została przyjęta mniej więcej półtora roku później niż bułgarska (16.12.1992).

Warto zwrócić uwagę, że jedynymi postkomunistycznymi krajami, w których przyjęto ustawy o związkach partnerskich są Czechy i Węgry (tam bułgaryzacja konstytucji nastąpiła później niż wprowadzenie ustawy o związkach partnerskich, więc trudno je zablokować). Autor ustawowego projektu PO, poseł Artur Dunin, wypowiedział się publicznie, że zamierza wprowadzić pewne zmiany w swoim projekcie – przede wszystkich przeniesienie miejsca rejestracji związków partnerskich z urzędu stanu cywilnego do notariuszy. Mam wrażenie, że obniża to nieco status związków partnerskich, ale daje szansę na przyjęcie ustawy, bo usunięcie skutecznej bułgarskiej kopii z naszej konstytucji jeszcze przez wiele lat będzie niestety nieosiągalne.

piątek, 25 stycznia 2013
Szamanistyczne wizje wciąż dominują w wielu umysłach

Najbardziej wyrazistym testem postaw społecznych akceptujących wolności obywatelskie i przestrzeganie praw człowieka jest prawo tworzenia związków partnerskich. Niestety w naszej społeczności wciąż dominują mityczne wyobrażenia, że Pan Bóg stworzył związki męsko-damskie, ale do duszy słabych, niemądrych ludzi co i rusz wciskają się szatani i przekręcają ich duszę na homoseksualizm. Jedynym sposobem pozbycia się szatańskiego zaburzenia duszy jest zabicie człowieka, który temu uległ. Przez całe stulecia w krajach rzymsko-katolickich ludzi o homoseksualnych skłonnościach mordowano różnych sposobami: obcinaniem głów, wieszaniem, paleniem na stosie czy szczuciem wściekłymi, wygłodzonymi psami (technika stosowana głównie przez hiszpańskich gorliwych katolików wobec indiańskich homoseksualistów).

Ta starożytna wizja szatańskich zaburzeń duszy wciąż dominuje w wielu umysłach naszych obywateli. Uwolnienie myśli i spojrzeń na rzeczywistość wydaje się nieuchronne, ale niewątpliwie wymaga jeszcze sporo czasu i powolnego narastania intelektualnej swobody. Wyraźnie pokazuje to przykry wynik przegłosowania sejmowych projektów dotyczących związków partnerskich. Jest to niestety kłopotliwy skutek przyjęcia przez twórców PO szeroko zakrojonej struktury tej partii – od środowisk centrowo-lewicowych, poprzez centrowo-demokratyczne, do centrowo-prawicowych. Praktycznie jedynym warunkiem stawianym wspomnianym frakcjom jest pełna akceptacja gospodarki wolnorynkowej. Łatwo zauważyć, że w tej kwestii praktycznie nie dochodzi w PO do żadnych sporów czy nieporozumień. Taka struktura pozwala tej partii wygrywać wybory, zapewniać Polsce w miarę przyzwoitą pozycję gospodarczą i nie dopuszczać do tworzenia klerykalno-nacjonalistycznych dyktatur. Niestety jednym z poważnych przynoszonych przez nią kosztów jest blokada pewnych praw człowieka, co obniża poziom modelu naszego demokratyczno-prawnego państwa.

Czy to się zmieni? Moim zdaniem niewątpliwie tak, ale rozwój swobód i wolności myślenia, przekonań czy demokratycznych postaw musi niestety jeszcze potrwać.

niedziela, 20 stycznia 2013
Jeszcze jedno spojrzenie na antysemityzm

Muszę przyznać, że wypowiedź Rafała Ziemkiewicza, według której głównym powodem antyżydowskich działań była ich aktywność ekonomiczna, ma jednak pewne uzasadnienie. Spoglądając na europejską historię od czasów feudalizmu łatwo dostrzec powszechny obowiązek przekazywania rzymsko-katolickiemu kościołowi szeroko zakrojonych darowizn: dóbr, terenów, a także finansowych opłat. Przez całe stulecia jedyną społecznością nie przekazującą kościołowi żadnych darowizn byli Żydzi jako odrębne ugrupowanie religijne. Powodowało to różne próby ograbienia ich ze strony środowisk katolickich. Oto kilka, w moim poczuciu, dość znaczących przykładów.

Przykład 1. W średniowieczu (w okresie od XIII do XVI wieku) katoliccy zakonnicy dokonywali około stukrotnie grabieży wobec Żydów: najpierw oskarżali ich o „profanację hostii”, a następnie odbierali ich wszelkie posiadania (domy, sklepy, działki, dobra i finanse), mordowali stawiających opór i wypędzali wszystkich pozostałych z danego regionu. Polskie akcje zakonnych grabieży miały miejsce w Poznaniu (1399), Głogowie (1401) i Sochaczewie (1556).  Bardziej szczegółowy opis w notce Cudowne katolickie tradycje.

Przykład 2. Warto też spojrzeć na górną część plakatu wyborczego austriackiej katolickiej Partii Chrześcijańsko-Społecznej pokazującą, że Żydzi mają spore majątki, tysiące koron austrowęgierskich (plakat pochodzi z roku 1920, wprowadzenie jednostki monetarnej „szyling” nastąpiło w 1925 roku), a nic nie płacą na kościół, co powoduje osłabienie katolickich środowisk.

Przykład 3. Chęć ograbienia zamożniejszych Żydów panowała też w Polskich środowiskach katolickich. Wystarczy spojrzeć choćby na jeden zapis w wydawanym przez Ojców Franciszkanów czasopiśmie „Mały Dziennik”: Po co żydów nienawidzić, po co ich bić kijem lub nożem? Trzeba ich „uderzyć (mówiąc w przenośni) po kieszeni!

Przykład 4. Dziś w naszym kraju Żydów już prawie nie ma, mityczne wizje wprawdzie w umysłach nadal egzystują, ale ograbienie zamożnych żydowskich biznesmenów jest praktycznie niemożliwe. Za to gniew i wściekłość w środowiskach katolickiego szamanizmu budzi fundacja charytatywna WOŚP – zbiera od ludzi sporą, milionową kasę, a kościołowi nie oddaje nawet grosza. Równocześnie obowiązujące schematy prawne nie pozwalają na dokonanie żadnej skutecznej grabieży. Toż to skandal!!!

11:47, de_percheville
Link Komentarze (1) »
sobota, 19 stycznia 2013
Historyczne źródło antysemityzmu

Wprawdzie już kilkakrotnie poruszałem ten temat w moich zapisach, jednak pewne medialne zjawiska skłoniły mnie, żeby ponownie do niego wrócić. Mam na myśli wypowiedzi Rafała Ziemkiewicza, który głosił, że polskie działania antysemickie w latach międzywojennych nie miały żadnego związku ani z rasizmem, ani z nacjonalizmem typu niemieckiego. Jedynym powodem działań antyżydowskich, była, jego zdaniem, ich rywalizacyjna aktywność ekonomiczna. Słaba orientacja i brak wiedzy dotyczącej wydarzeń historycznych nie jest jakimś szczególnym wydarzeniem, bardziej zaskakujące jest wygłaszanie mało sensownych wypowiedzi generujących mityczne dziwactwa.

Aby zdystansować się wobec wspomnianych mitycznych dziwactw warto spojrzeć na pewne historyczne zjawiska. Rafał Ziemkiewicz sugeruje, że w okresie międzywojennym niemiecki antysemityzm był nieporównanie potężniejszy od polskiego. Jeśli jednak przyjrzymy się przywódcom i organizatorom niemieckiego Holokaustu, to dostrzeżemy, że nie było na tym poziomie nawet jednego Niemca, a wyłącznie austriaccy gorliwi katolicy: Adolf Hifler, Adolf Eichmann, Franz Nowak (zarządzający przewożeniem Żydów do obozów koncentracyjnych na terenie całej Europy) czy Odilo Globocnik (projektant i zarządca żydowskich obozów śmierci). Warto też spojrzeć na plakat wyborczy najpotężniejszej w tamtych czasach austriackiej katolickiej Partii Chrześcijańsko-Społecznej (CSP) z hasłem „Niemieccy Chrześcijanie – ratujcie Austrię!”, który niewątpliwie silnie wpływał na społeczne postawy.

Teza, że to austriaccy klerykalno-nacjonalistyczni działacze polityczni byli twórcami niemieckiego Holokaustu oczywiście nie jest moim pomysłem. Przedstawił ją i opisał w swojej książce Berndt Rieger (Der Fahrdienstleiter des Todes, Bamberg: Heiber 2006;  wydanie polskie: Zawiadowca śmierci, Zakrzewo: Replika 2009). W Niemczech mnóstwo ludzi uważało Hitlera za oszołoma, ale przez wielu Austriaków uważany był on za wybitnego narodowego bohatera. Warto przypomnieć także zachwyt austriackich biskupów zanotowany w bożonarodzeniowym liście: „Rok 1933 przyniósł całemu chrześcijaństwu ogromne, cudowne dobrodziejstwo, a naszej austriackiej ojczyźnie wiele radości.”

W moim przekonaniu antysemityzm ani w Polsce, ani w innych europejskich krajach, nie wynikał w sposób oczywisty z żydowskich zachowań czy działań ekonomicznych – głównym i podstawowym jego źródłem było (i niestety jest nadal) głębokie religijne przywiązanie do rzymsko-helenistycznego, szamanistycznego potępiania i zwalczania izraelskich powstań i prób odzyskania niepodległości. Skala wymordowania przez Rzymian ponad miliona Żydów po powstaniu w roku 66 n.e., całkowitego wyburzenia Jerozolimy oraz wypędzenia i rozproszenia na terenie imperium niemal całej społeczności pokazuje jedną z najpotężniejszych holokaustowych zbrodni w historii świata.

niedziela, 13 stycznia 2013
Postkomunistyczne przywiązania i nawyki zwolna gasną

Trzeba przyznać, że pewne upowszechnione podczas peerelowskiego komunizmu polityczne zachowania i metody działań propagandowych wprawdzie bardzo powoli, ale jednak nieuchronnie słabną i ulegają coraz częstszemu pomijaniu. Charakterystycznym przykładem są między innymi manipulacyjne i dyskredytujące działania propagandowe podczas wyborów. Oparte na popularnej komunistycznej tradycji fałszywe opowieści i hasła, były przez pewien czas w naszym kraju dość skuteczne. Mam na myśli działania funkcjonariuszy powiązanych z partią Porozumienie Centrum, którzy upubliczniali „czarny pijar” w prezydenckiej kampanii wyborczej w 1990 roku. Pamiętam, jak zaskakiwało mnie, gdy przed ówczesnymi wyborami w różnych miastach – nie tylko w Warszawie, ale także w Kielcach, w Krakowie i w Płocku – słyszałem identyczne wypowiedzi głoszone w różnych miejscach (na ulicach, w sklepach, w taksówkach), że premier Mazowiecki to Żyd, o czym świadczy jego nazwisko, bo Żydzi często używają nazwisk odnoszących się do nazw miast i regionów: Krakowski, Warszawski, Małopolski, Śląski itp. Niewątpliwie miało to wówczas znaczący wpływ na wyniki wyborów – pan Tadeusz Mazowiecki zajął w pierwszej turze zaledwie 3 miejsce uzyskując ok. 18% głosów. Bardzo podobną „czarno-pijarowską” akcję – i równie skuteczną – podjęli funkcjonariusze PiS-u w czasie wyborów prezydenckich w roku 2005. W pierwszej turze najwyższy wynik uzyskał Donald Tusk, a zaraz potem zaczęto upubliczniać opowieść, że jego rodzina jest antypolska, bo jego dziadek w czasie II wojny światowej ochotniczo zgłosił się do Wehrmachtu. Ta akcja również okazała się skuteczna – wybory w drugiej turze wygrał Lech Kaczyński. Natomiast późniejsza próba rozbudowania potężnej baśniowo-mitycznej wizji smoleńskiej podczas wyborów prezydenckich w roku 2010 i parlamentarnych w roku 2011 była już znacznie mniej efektywna.

Kolejne zjawisko gaśnięcia postkomunistycznych przekonań i nawyków to choćby wypowiedź sędziego Tulei i stosunkowo ograniczona skuteczność jej potępienia. Rozbawił mnie także zarzut w odniesieniu do listu Romana Giertycha, że są to „metody goebbelsowskie”. Przypomina on zachowanie gwałciciela, który rzucając się na kobietę i gwałcąc ją wrzeszczy „Ty gwałcicielko!!!”.

niedziela, 06 stycznia 2013
Pokłon dla genialnego twórcy społecznych idei

6 stycznia obchodzimy kolejne święto dla uczczenia jednego z najwybitniejszych twórców wolnościowych idei społecznych, można powiedzieć, Pierwszego Liberała. Jest to jedno z moich spojrzeń na zjawiska historyczne. Nie udało mi się dostrzec upublicznienia społecznych idei człowieczej wolności wcześniej niż głoszenie ich przez genialnego, wnikliwego żydowskiego myśliciela i teoretyka, Jeszui z Nazaretu. Plemienne tradycje na całym świecie powszechnie opierały się na twardych segregacjach i hierarchizacjach społecznych, być może podobne myśli pojawiały się wcześniej, ale nie doszły do upublicznienia wskutek przemocy i mordów. To samo spotkało również Jeszuę, żydowscy faryzeusze złożyli na niego donos do rzymskich okupantów, a ci potraktowali go jako opozycjonistę dążącego do odzyskania niepodległości izraelskiego państwa. Dlatego został przez rzymskich okupantów publicznie i pokazowo brutalnie zamordowany. Niestety polityczne morderstwo nastąpiło zbyt szybko i Jeszua nie zdążył ani w pełni opisać, ani upowszechnić swoich społecznych idei. Na szczęście spotkało go wsparcie ze strony uczniów, podobnie jak w przypadku Ferdinanda de Saussure, który przedwcześnie zachorował i zmarł – jego koncepcję lingwistyki strukturalnej zanotowali podczas wykładów, a później spisali i opublikowali studenci Ch. Bally i A. Sechehaye.

Najbardziej istotne elementy idei Jeszui to poszanowanie praw człowieka, wolności obywatelskich, odrzucenie szamanizmu i rozdział między urzędowym zarządzaniem a funkcjonowaniem ugrupowań religijnych, jak również przestrzeganie niezależności gospodarki wolnorynkowej. Sformułowane przez Jeszuę normy społeczne stały się ideowym fundamentem modelu państwa demokratyczno-prawnego. Jego normy i status osobowości były w czasach rzymskiego imperium absolutnie nie do przyjęcia, dlatego postać Jeszui została baśniowo umityczniona i nadano mu nową zhellenizowaną wersję imienia. Powiem szczerze, że nie lubię tej wersji, a helleńskiego mitu, według którego Bogowie od czasu do czasu zapładniają sobie ziemskie kobiety, nie jestem w stanie traktować poważnie.

W podziękowaniu wybitnemu myślicielowi, twórcy najwcześniejszych liberalnych idei, które przyniosły w sporej części świata demokratyczne i wolnościowe społeczności, przekazuję pełen uznania, szacunku i podziwu wdzięczny pokłon.

Dzięki tobie, Jeszuo z Nazaretu, także my, Polacy, mamy szansę na osłabienie i zmarginalizowanie rzymsko-szamanistycznych ideowców. Jesteśmy Ci bardzo, bardzo wdzięczni i niezmiernie pełni podziwu!

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9