Uwagi na marginesie życia publicznego
RSS
niedziela, 19 sierpnia 2012
Muzyka niszcząca faszyzm

Poetycko-muzyczna, społeczna aktywność służąca poprawieniu relacji społecznych i ograniczeniu narzucania innym ludziom pewnych mityczno-baśniowych wyobrażeń ma niemal odwieczną tradycję na całym świecie. Największe wrażenie budzi jednak powstała w Stanach Zjednoczonych w latach 40-tych idea muzycznych protest songów. Jej głównymi twórcami byli dwaj muzycy – kompozytorzy, autorzy tekstów, instrumentaliści i wokaliści - Woody Guthrie i Pete Seeger. Wówczas szczególnie aktywny był Woody Guthrie, który w 1941, gdy Stany Zjednoczone przystąpiły do II wojny światowej, zgłosił się do armii i walczył z faszystami w Europie. Po powrocie do Ameryki jego głównym zaangażowaniem było osłabianie rasistowskich i klerykalno-nacjonalistycznych postaw wśród Amerykanów.

Dla wyraźnego wskazania celu swoich społecznych działań umieszczał na używanej przez siebie gitarze napis podkreślający, że stanowi ona jego główne narzędzie niszczenia faszyzmu:

Po tym napisie można by się spodziewać w działaniach protestsongowego muzyka bojowej agresywności. Ale gdy posłuchamy jego utworów, to ze zdziwieniem zauważymy, że nie ma tam nawet cienia jakiejkolwiek napastliwości. Ewidentnie dominuje tu przekonanie, że aby zapewnić wszystkim obywatelom prawa wolności, należy też zachować poszanowanie dla ludzi, których poglądy wymagają poprawy. Bo tylko łagodność i dyskrecja mogą wpłynąć na nich pozytywnie. Oto chyba najbardziej klasyczny protestsongowy utwór, który przez wiele lat śpiewał nie tylko Woody, ale praktycznie wszyscy amerykańscy wykonawcy protest songów – Pete Seeger, Bob Dylan, Bruce Springsteen i wielu, wielu innych. Piosenka nosi tytuł „This land is your land” i pokazuje, że kraj należy do wszystkich obywateli, niezależnie od ich etnicznych przynależności: „this land was made for you and me”.

Innym przykładem potwierdzającym protestsongowe strategie kształtowania postaw społecznych jest chyba najsławniejsza pieśń Pete’a Seegera poświęcona baśniowym przekonaniom dotyczącym historycznych, szczególnie wojennych, wydarzeń – „Where have all the flowers gone?”. Także ta pieśń jest poetycko dyskretna i łagodna w odniesieniu do oddziaływania na społeczne przekonania i zwracanie uwagi, że historyczne wydarzenia na ogół nie są ani jednoznaczne, ani oczywiste.

W latach sześćdziesiątych była to chyba najbardziej popularna piosenka na całym świecie, śpiewana przez mnóstwo artystów, jak choćby Marlena Dietrich („Sag mir, wo die Blumen sind”), Dalida czy Żanna Biczewska. Przeurocza jest jej polska wersja w wykonaniu Sławy Przybylskiej – „Gdzie są kwiaty z tamtych lat?”.

Po latach różnych działań na rzecz poprawienia relacji społecznych warto popatrzeć na koncert „We are one” zorganizowany 18 stycznia 2009 roku pod pomnikiem Lincolna w Waszyngtonie dla uhonorowania prezydenta Baracka Obamy, w którym wystąpił także Pete Seeger. Gdy spojrzymy na uczestników tego koncertu (a było ich prawie pół miliona), uśmiech i radość na twarzy 90-letniego protestsongowego muzyka, który przez wiele, wiele lat zabiegał o wolności obywatelskie, prawa człowieka i poszanowanie wszystkich społeczności etnicznych, są w pełni zrozumiałe.

niedziela, 12 sierpnia 2012
Jeden świat, wiele kultur

Tak naprawdę mamy tylko jeden wspólny świat i wszyscy żyjący tu ludzie stanowią w gruncie rzeczy jedno skupisko. To, co ich dzieli, to jedynie kultury, tradycje i obyczajowość. Takie spojrzenie na naszą ludzką rzeczywistość ukazuje, między innymi, ciekawy muzyczny utwór izraelskiego artysty Idana Raichela – „Bo'i” („Chodź ze mną”). Piosenka śpiewana jest po amharsku i po hebrajsku, a treść dotyczy męsko-damskich miłosnych relacji: podaj mi rękę i pójdźmy razem, nie stawiaj warunków, bo trudno przewidzieć, jak będzie toczyć się nasze życie – najważniejsze są życzliwe, partnerskie relacje. 

Treściowo podobny jest także inny popularny przebój izraelskiego rockowego muzyka, Dudu Tassy. „Halayla lo” („Tej nocy nie”) odnosi się do nieporozumień i sporów, jaki mogą pojawić się między kobietą a mężczyzną. Warunkiem podtrzymania miłosnych związków jest poszanowanie partnerki, a także uznanie, akceptacja jej partnerskiej równości i niezależności.

Taka niezmiernie popularna melodia musi budzić wściekłość islamskich moherystów, bo przecież teren państwa Izrael to święte miejsce. To właśnie tam Mahomet pofrunął na Buraku i za pośrednictwem archanioła Dżibrila otrzymał od Boga normy i reguły szariatu. A teraz hopsają tam półnagie żydowskie dziwki, z nieosłoniętymi głowami, ramionami i nogami.

Przekonanie, że mamy jeden świat i wiele kultur, potwierdzają również postawy wszelkich moherystów – islamskich, rzymsko-helenistycznych, prawosławnych czy judaistycznych – którzy (pomijając baśniowe opowieści) praktycznie w ogóle się od siebie nie różnią.

13:42, de_percheville
Link Komentarze (3) »