Uwagi na marginesie życia publicznego
RSS
wtorek, 31 lipca 2012
Czy myślenie może być wolne i swobodne?

Jednym z najbardziej charakterystycznych zjawisk społecznych jest rywalizacja zwolenników dwóch przeciwstawnych postaw: z jednej strony są to narzucone i brutalnie wymuszane schematy myśli i przekonań, a z drugiej otwarta obserwacja rzeczywistości oraz swobodne i wolne przemyślenia. Wyznawcy plemiennego szamanizmu wywierają presję na pokorne podporządkowanie się narzuconym normom i wizjom rozumienia świata. Od pradawnych czasów nieposłuszni, swobodnie myślący ludzie byli albo surowo karani, albo wypędzani ze społeczności, albo mordowani. Przykładem może być choćby wskazanie kością przez kapłana voodoo nieposłusznego i naruszającego tabu członka plemiennych wyznawców, które jest nakazem opuszczenia społeczności i zwykle kończy się nagłą śmiercią (tzw. „śmiercią voodoo”). Inny przykład to wymierzane przez Święte Oficjum naukowcom, myślicielom, filozofom itp. kary śmierci (m.in. Giordano Bruno) lub dożywotniego więzienia. Jeszcze inny to wygłoszony jakiś czas temu przez wikarego z mojej parafii apel do wiernych: „Ukrzyżujcie swój umysł!”. To zalecenie jest w naszym społeczeństwie niezmiernie upowszechnione, wystarczy spojrzeć na sejmowe głosowanie w odniesieniu do projektu ustawy o związkach partnerskich – zdecydowana większość naszych posłów dokonała głębokiego „ukrzyżowania” swoich umysłów.

Z drugiej strony, historycznym przykładem dążenia do przekonania ludzi o wolności myśli jest pewien uroczy wiersz, utworzony i upubliczniony w 1780 roku przez nieznanego niemieckiego autora. Zyskał on wielką popularność, po 1810 roku został umuzyczniony i przez następne stulecia stał się pieśnią wykorzystywaną przez zwolenników obywatelskich  swobód i wolności – Die Gedanken sind frei („Myśli są wolne”). Warto spojrzeć na treść tego XVIII-wiecznego tekstu (nie próbuję stworzyć poetyckiego przekładu, podaję jedynie to, co jest treściowo najistotniejsze):

moje myśli są wolne, nikt ich nie odgadnie, nie rozpozna, żaden snajper ich nie odstrzeli; myślę, co chcę i co mnie cieszy, moich chęci i pragnień nikt nie może mi odebrać; a jeśli zostanę uwięziony w lochu, nic to nie zmieni, bo moje myśli rozerwą bariery i mury; dlatego odrzucam niepokoje i obawy, zawsze mogę roześmiać się, zażartować, bo przecież moje myśli są wolne

Pieśń tę zaśpiewała także popularna niemiecka wokalistka, Nena (album Komm, lieber Mai…, 1990):

poniedziałek, 23 lipca 2012
Liebe kennt keine Liga!

Polonia Warszawa – najstarszy, najwspanialszy warszawski klub piłkarski – znalazła się w trudnej sytuacji. Posiadacz całości akcji polonijnej spółki akcyjnej postanowił zlikwidować klub, sprzedać jego licencję, akcje i piłkarzy. Powstało niebezpieczeństwo, że stuletnia „Duma Stolicy” po prostu przestanie istnieć. Muszę powiedzieć, że bardzo mnie to zabolało, ponieważ od lat Polonia jest mi bardzo bliska.

Sytuacja jest trudna i dziwaczna – klub formalnie nadal istnieje, nie został wyrejestrowany, pojawiają się sugestie, że pozostanie w Ekstraklasie, ale nie ma trenera, kilkunastu pozostałych piłkarzy praktycznie nie przeszło żadnych przygotowań do gry w kolejnym sezonie i nie wiadomo, co będzie dalej. Pojawiła się próba odbudowy Polonii przez kibiców, wprawdzie na dużo niższym poziomie ligowym (w IV lidze lub B-klasie), ale z zachowaniem tradycji i sportowych działań klubu. Czy próba ta okaże się możliwa, zależy od tego, jakie decyzje podejmie dotychczasowy właściciel Polonii, a także jakie będzie orzeczenie PZPN. Dla miłośników tego klubu pozycja ligowa jest jednak drugorzędna, podobnie jak, na przykład, dla kibiców FC Saarbrücken, których hasło brzmi „Liebe kennt keine Liga!”, czyli (mniej więcej) „Miłość nie jest zależna od ligi”. Dla tego niemieckiego klubu, który też doznał pewnych politycznych prześladowań (po II wojnie Francja dążyła do zaanektowania kraju Saary, dlatego kluby z tego regionu nie miały prawa grać w ligach niemieckich) też mam sporo sympatii – podczas pobytu w Saarbrücken często chodziłem na jego mecze na stadionie Ludwigspark. A tak brzmi pieśń saarbrückańskich kibiców o miłości do klubu, niezależnej od pozycji w lidze:

Mam nadzieję, że, podobnie jak wyburzone w czasie wojny warszawskie Stare Miasto czy Zamek Królewski, uda się odzyskać i zachować naszą sportową „Dumę Stolicy”, nawet w jakiejś niskiej lidze, bo przecież „Miłość nie jest zależna od ligi!”.

Tagi: sport
09:05, de_percheville
Link Komentarze (2) »
wtorek, 17 lipca 2012
Wschodnioeuropejskie przywiązanie do azjatyckich tradycji

Jeśli spojrzymy na prawa legalizacji związków partnerskich w różnych częściach świata, spostrzeżenia są dość zaskakujące. Europa wyraźnie dzieli się pod tym względem na dwie w pełni odrębne części: w Europie północnej, środkowej i zachodniej jedynym państwem, które nie zalegalizowało związków partnerskich są Włochy. Nic w tym dziwnego, ponieważ działa tam potężna presja środowisk watykańskich – wystarczy spojrzeć na film z 1961 roku pt. „Rozwód po włosku”. Włoskie prawo nie dopuszczało procesów rozwodowych, dlatego jedynym sposobem rozwiązania małżeństwa było zamordowanie partnerki lub partnera. Taki „rozwód po włosku” był mało ryzykowny, ponieważ kara za małżeńskie zabójstwo była bardzo niska i łatwo było w ogóle jej uniknąć. Prawo rozwodowe zostało tam w końcu wprowadzone w grudniu 1970 roku.

We wschodniej Europie jest dokładnie odwrotnie: tylko jedno państwo wprowadziło prawo legalizacji związków partnerskich – Węgry. Co zaskakujące, identyczna sytuacja jest na terenie Azji. Tam też jest tylko jedno państwo, gdzie wolno zawierać homoseksualne związki partnerskie – Izrael. Co więcej, izraelskie przepisy w tej kwestii są takie same jak normy prawne w Hiszpanii, Portugalii, Islandii, Belgii, Holandii, Danii, Norwegii i Szwecji: związki homoseksualne mają tam identyczny status małżeński, jak związki damsko-męskie, co sprawia, że mają oni również prawo do adopcji. Ponadto, po upadku azjatycko-wschodnioeuropejskiego komunizmu, w 1991 roku w Bułgarii została przyjęta pierwsza postkomunistyczna konstytucja. Dla zabezpieczenia się przed próbami legalizacji związków homoseksualnych autorzy bułgarskiej konstytucji wprowadzili tam zapis, że małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny. Pomysł ten bardzo spodobał się niemal wszystkim społecznościom we wschodniej Europie, po czym w większości postkomunistycznych konstytucji skopiowano w tej kwestii przepis „zbułgaryzowany” – kolejno: w Litwie, Łotwie, Białorusi, Mołdawii, Ukrainie, Polsce, Serbii i Czarnogórze.

Gołym okiem widać ścisły związek między wschodnią Europą i Azją. Ewidentnie kraje wschodnioeuropejskie nie są w stanie uwolnić się od przywiązania do azjatyckich tradycji. Być może jest to skutek silnego przywiązania do azjatycko-wschodnioeuropejskiego komunizmu. Jeżeli spojrzymy na zachwyt prezesa Kaczyńskiego dotyczący działań węgierskiego prawicowego rządu, to od strony legalizacji związków partnerskich budzi on raczej rozbawienie…

poniedziałek, 16 lipca 2012
Kolejna nowelizacja na korzyść deweloperów

Posłowie PO zgłosili właśnie projekt nowelizacji ustawy o własności lokali. Zerknąłem na jego treść i muszę powiedzieć, że mnie to zszokowało. Nowelizacja została wciśnięta „tylnymi drzwiami przy okazji zmian spółdzielczych” (cytat z artykułu „130 tys. wspólnot mieszkaniowych czekają rewolucyjne zmiany” zamieszczonego na portalu Gazety Prawnej). Głównym elementem zmian w ustawie o własności lokali jest pozbawienie wspólnoty mieszkaniowej zdolności prawnej, tzn. wspólnota jako podmiot nie będzie mogła złożyć pozwu do sądu, będą mogli zrobić to wyłącznie współwłaściciele. Powstaje pytanie, czy właściciele lokali zalegający z opłatami będą mogli być pozwani do sądu. Okazuje się, że tak – ale pozwy będą mogli składać dowolni sąsiedzi, a nie wspólnota jako instytucja. Widać więc gołym okiem, że projekt zmian ustawowych dotyczących własności lokali to kolejny krok służący ochronie deweloperów przed roszczeniami wspólnot dotyczącymi odszkodowań za naruszenie praw budowlanych.

Obecnie obowiązująca ustawa o własności lokali została tak skonstruowana, aby chronić firmy deweloperskie przed pełnym opłacaniem odszkodowań za pewne wadliwie wykonane konstrukcje budowlane czy tzw. wady ukryte. Wspólnota jako jednolita całość ma obowiązek wykonania napraw i remontów wad ukrytych, ale o roszczenia może wystąpić wyłącznie na podstawie cesji uzyskanych od poszczególnych właścicieli mieszkań. Oto bardzo charakterystyczny przykład: wspólnota mieszkaniowa, do której należę, po przeprowadzeniu  ekspertyzy budowlanej wykryła poważne tzw. ukryte wady techniczne. Ponieważ stanowiły one zagrożenie dla stabilności budynków, wspólnota była zmuszona wykonać dość kosztowne prace remontowe. Złożyła do sądu pozew przeciw deweloperowi, wygrała proces i przyznano jej odszkodowanie. Niestety trudno było zebrać cesje od właścicieli lokali – z różnych powodów: niektórzy wynajmują posiadane tu mieszkania, inni wyjeżdżają i są niedostępni, a jeszcze inni są nieufni i podejrzliwi. Dlatego liczba zebranych cesji to zaledwie ok. trzydziestu procent. Czyli uzyskane odszkodowanie to zaledwie 1/3 poniesionych kosztów. Ale jednak część strat udało się odzyskać.

Takie wydarzenia muszą niezmiernie irytować deweloperów. Sądzili, że pomysł na cesje zabezpieczy ich przed roszczeniami „wycyckanych” nabywców mieszkań. Niestety, odszkodowania są wprawdzie tylko częściowe, ale trzeba je opłacać. I do tego jeszcze koszty sądowe, bo procesy spowodowane oszustwami na ogół się przegrywa. Warto też zwrócić uwagę, że u nas jedyne pozwy wobec dewelopera składała wyłącznie wspólnota jako całość, natomiast pojedynczy mieszkańcy nie zgłaszali żadnych oskarżeń. A niebawem minie 10 lat od uruchomienia wspólnoty, więc nie ma obawy, jeśli chodzi o roszczenia ze strony pojedynczych właścicieli lokali.

Powstaje także pytanie, co sprawia, że politycy cichcem przerabiają ustawę, aby w pełni zabezpieczyć deweloperów przed wypłacaniem odszkodowań za naprawę wad ukrytych. Przyznam się, że jedyny powód, jaki przychodzi mi do głowy, to sypnięcie kasy politykom do kieszeni. Trochę to kosztuje, ale znacznie mniej niż wyroki sądowe. Mam wrażenie, że to samo dotyczy pana profesora Krzysztofa Pietrzykowskiego z Wydziału Prawa Uniwersytetu Warszawskiego, który pazurami broni wspomnianego projektu. Jako członek Sądu Najwyższego złożył także odrębne zdanie wobec przyjętej przez pozostałych sędziów SN uchwały, która przyznała wspólnocie osobowość prawną.

Tagi: prawo ustawa
15:19, de_percheville
Link Dodaj komentarz »
piątek, 06 lipca 2012
XIV Zjazd Kaszubów

To co odczuwam, to i smutek i radość na raz. Smutek, bo od dłuższego czasu mam do wykonania sporo prac, których nie mogę ani przesunąć, ani odłożyć, ponieważ ich nieterminowe wykonanie przyniosłoby mi pewne dotkliwe straty. Radość, bo jutro w starej kaszubskiej miejscowości Sopòt (prawa miejskie ma wprawdzie dopiero od 1909 roku, ale istnieje dużo, dużo dłużej – od VIII wieku n.e. jako wczesnośredniowieczne kaszubskie grodzisko Sopòt [‘sopuet’], czyli po polsku „potok”) odbędzie się kolejny, XIV Zjazd Kaszubów. Niestety tym razem nie będę mógł w nim uczestniczyć – stąd poczucie smutku.

Podczas Zajazdu Kaszubów odbędzie się mnóstwo interesujących imprez, a przede wszystkim wiele uroczych koncertów. W tym roku wystąpią tam przede wszystkim dwie kaszubskie gwiazdy: Damroka Kwidzińska (Damroka to bardzo popularne kaszubskie imię żeńskie – chciałem nadać je mojej córce, ale niestety żona nie wyraziła na to zgody – jego popularność wynika z pamięci o ważnej kaszubskiej księżniczce o imieniu Damroka z XIII wieku) i Weronika Korthals.

Tak brzmi jedna z piosenek Damroki – „Treker”:

A tak śpiewa druga kaszubska muzyczna gwiazda, Weronika Korthals:

Na koniec jeszcze jeden kaszubski utworek, tym razem w wykonaniu punk rockowego zespołu The Damrockers (jego nazwa również odnosi się do pamięci o księżniczce Damroce) – „Wróc na Kaszëbë”:

23:21, de_percheville
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 02 lipca 2012
Kolejny krok osłabiający szariatyzację prawa

Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu wydał wyrok unieważniający orzeczenie niemieckiego sądu, który zatwierdził decyzję władz jednego z kościołów katolickich o zwolnieniu z pracy kierownika chóru kościelnego z powodu naruszenia przez niego norm religijnych. Kierownik chóru wprawdzie nie rozwiódł się z żoną, ale zwarł separację małżeńską i nieformalnie związał się z inną partnerką. Niemieckie prawo pracy, podobnie jak polskie, nie daje pracodawcy uprawnienia do zwolnień dyscyplinarnych w odniesieniu do życia prywatnego. Kierownik chóru nie miał statusu duchownego, był po prostu zatrudnioną osobą cywilną.

Niestety w przypadku wyroku pani Dody szansa na jego unieważnienie przez Europejski Trybunał Praw Człowieka jest mniej niż mizerna. Wyrok jest w pełni zgodny z polskim prawem karnym i tak naprawdę innej decyzji nie mógł podjąć ani sąd okręgowy, ani sąd apelacyjny. Aby „odszariatyzować” art. 196 prawa karnego dotyczący obrazy uczuć religijnych, który jest sprzeczny z konstytucją zapewniającą wolność słowa, należałoby skierować ustawę aktu prawa karnego do Trybunału Konstytucyjnego. Powstaje jednak pytanie, czy politycy odważą się podjąć taką decyzję oraz czy sędziowie TK będą w stanie „odszariatyzować” swoje umysły.

Pewnym pozytywnym zjawiskiem jest decyzja prokuratora generalnego, który zaskarżył do Trybunału Konstytucyjnego przepisy zezwalające rytualne zabijanie zwierząt. Przepisy te są niezgodne z ustawą o ochronie zwierząt. Wprawdzie decyzja ta odnosi się – na razie – jedynie do judaizmu („szechita”) i islamu („ubój halal”), tym niemniej jest to jednak pierwszy krok w kierunku przyjęcia zasady, że normy prawne i zasady konstytucyjne są obowiązujące także w dziedzinie religijnej obyczajowości.

11:34, de_percheville
Link Dodaj komentarz »