Uwagi na marginesie życia publicznego
RSS
środa, 30 listopada 2011
Pekiński Eintopf à la de Percheville

Od dłuższego czasu zajmuję się także aktywnością kuchenną. Dotychczas wytwarzałem przede wszystkim dwie najważniejsze potrawy – dzięki ich doskonałości mogłem sobie nadać honorowy tytuł „Maestro de Hummus e Bigos”. Moje życiowe współpartnerki (małżonka i córka) odnoszą się do tego tytułu nieco kpiąco, ale przyznają mi prawo absolutnej wyłączności w wytwarzaniu wspomnianych potraw, co odbieram jako akceptację mojego tytułu.

Oprócz hummusu i bigosu wytwarzam także serię potraw typu eintopf i myślę, że ich upublicznienie sprawi, iż nadanie sobie honorowego tytułu „Maestro de Eintopf” stanie się oczywistą oczywistością. Oto pierwsza z tej serii potraw (projekt mój własny, absolutnie oryginalny) – Pekiński Eintopf à la de Percheville:

Składniki:
2 litry wody
3-4 filety z udźca kurczaka
włoszczyzna
niewielka kapusta pekińska
2 papryki czerwone
3-4 ziemniaki
pęczek koperku
śmietana
sól

Wykonanie:
Gotujemy z posolonej wodzie pokrojoną w drobną kostkę włoszczyznę i papryki. Gdy woda zawrze wrzucamy do niej filety z udźca kurczaka i gotujemy dalej na małym ogniu. Następnie kroimy w drobne paseczki kapustę pekińską i również wrzucamy do garnka. Obieramy ziemniaki i kroimy je w drobne kostki, a po kilkunastu minutach wyjmujemy filety, wrzucamy ziemniaki i ponownie dodajemy, tym razem rozdrobnione, filety i bardzo drobno posiekane koperki. Po kolejnych kilkunastu minutach wyłączamy grzanie, doprawiamy eintopf śmietaną i gotowe.

Życzę smacznego!

Jean-Évangéliste de Percheville, (już niebawem) Maestro de Eintopf

Tagi: kuchnia
23:55, de_percheville
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 28 listopada 2011
Cudowne katolickie tradycje

Do pewnych zastanowień i uwag skłoniło mnie podjęcie Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę. Organizatorzy tej akcji nie ukrywają, że jej głównym celem nie jest upowszechnianie wiary, ale oddziaływanie na politykę i tworzenie monolitycznych postaw społecznych. Mówiąc szczerze, nie mogę się oprzeć wrażeniu, że kluczową motywacją podjęcia tej akcji jest tak naprawdę próba odzyskania przez kościół katolicki nadrzędnej pozycji szamanistyczno-mafijnej. Ktoś powie, że szara strefa kościelnego biznesu to niemała potęga, że w porównaniu z nią inne szare strefy, jak choćby prostytucja czy handel narkotykami, to jedynie marginalna mizeria. Może i tak, ale jeśli nieco wnikliwiej spojrzymy w historię, to dostrzeżemy taką pozycję katolickiego kościoła, że naprawdę jest o co walczyć.

Oto przykład niezmiernie wyrazisty i mocny: na przestrzeni około trzech stuleci, od początków XIII  do połowy XVI wieku przeprowadzono około 100 akcji określanych jako „profanacja hostii”. Większość z nich odbyła się na terenie Niemiec i Austrii, ale także Francji (Paryż, 1290), Belgii (Bruksela, 1370), Hiszpanii (Segovia, 1410), Czech (Praga, 1389; Wrocław, 1453) i Polski (Poznań, 1399; Głogów, 1401; Sochaczew, 1556). Wszystkie wspomniane działania wykonywane były według jednego, identycznego schematu:

  • oskarżenie jednego z miejscowych mieszkańców o kradzież hostii na zlecenie Żydów;

  • oskarżenie Żydów o profanację hostii poprzez dźganie nożami;

  • przejęcie, za karę, całości mienia oskarżonych Żydów przez miejscową instytucję kościelną;
  • wymordowanie Żydów stawiających opór i wypędzenie wszystkich pozostałych;

  • promocja kościoła i religii poprzez rozpowszechnianie mitycznych opowieści, tworzenie sanktuariów w miejscach „profanacyjnych” akcji, organizacja pielgrzymowania itp.

Akcje profanacyjne uległy stopniowemu wytłumieniu w Niemczech wskutek opinii Martina Luthera w 1523 roku, a w Polsce w wyniku zakazu ogłoszonego w roku 1558 przez króla Zygmunta II Augusta po wymordowaniu Żydów w Sochaczewie. Tym niemniej katolickie instytucje kościelne próbowały jeszcze wracać do tych finansowo i propagandowo bardzo atrakcyjnych działań, jak choćby w Nancy, w 1761 roku.

W Polsce kościelna tęsknota za finansową grabieżą też nie zgasła – wystarczy poczytać, co pisano przed wojną np. w „Małym Dzienniku”:

Po co żydów nienawidzić, po co ich bić kijem lub nożem? Trzeba ich "uderzyć" (mówiąc w przenośni) po kieszeni!

Dziś dla szamanistyczno-mafijnej wizji kościoła katolickiego jest jeszcze trudniej. Swobodna grabież praktycznie niemożliwa, pozostają już tylko darowizny i szara strefa biznesu. O tym żeby najpierw ograbić, a potem powiesić czy spalić na stosie takiego wrogiego Palikota, nie da się nawet pomarzyć. Smutny los organizacji społecznej, która kiedyś w znacznym stopniu zarządzała niemal całą Europą. Dziś jako jedyna nadzieja poprawienia jej sytuacji politycznej pozostają różne akcje publiczne, jak choćby obrona krzyża czy Krucjata Różańcowa…

15:22, de_percheville
Link Komentarze (2) »
piątek, 25 listopada 2011
Wow, wulgaryzmy są zgodne z prawem!

Muszę przyznać, że decyzja sądu o zalegalizowaniu znaku „Zakaz pedałowania” naprawdę mnie zdumiała. Powiem więcej: jest szokująca, nawet jeśli postępowanie w tej sprawie podjęte przez prokuraturę doprowadzi do jakiejś zmiany. Szokująca, bo (1) ten znak narusza prawa osobiste (obraża, rani, poniża); (2) słowo pedał jest wulgaryzmem, o czym świadczy orzeczenie sądu który ukarał pewną panią nazywającą „pedałem” swojego sąsiada. Czyli, póki co, można tworzyć symboliczne znaki o podobnym charakterze. No, to ja też mam pewne własne pomysły, które, mam nadzieję, jakaś organizacja zechce przyjąć i zalegalizować. Pomysł pierwszy to coś w rodzaju à rebours znaku wspomnianego powyżej:



Pomysł drugi jest moim protestem przeciw legalizacji przez sądy wulgaryzmów naruszających prawa osobiste:

piątek, 18 listopada 2011
Kulturowa egzotyka, muzyczne piękno

Bez wątpienia wielość i różnorodność kultur regionalnych kształtuje bogactwo, a także atrakcyjność i moc kultur narodowych, ponadnarodowych, zglobalizowanych. Niestety w naszej polskiej społeczności wciąż jeszcze wegetuje tu i ówdzie niemiła, postjakobińska skłonność do nieufności i dyskryminowania kulturowej regionalności czy etniczności. Tak traktuje się tradycję kultury kaszubskiej czy pamięć polskiej kultury żydowskiej. Żeby wyluzować wśród nas takie nieufności czy niechęci, chciałbym zwrócić uwagę na dwie fantastyczne, wspaniałe międzynarodowe gwiazdy, które dla mnie są ewidentnym dowodem ożywiającej mocy etniczno-regionalnej wielokultu-rowości.

Cudowna gwiazda z Norwegii. Mari Boine Persen, norweska wokalistka, kompozytorka i autorka tekstów, wywodząca się z ludu Saami. Śpiewa w języku saamskim, nawiązując do tradycyjnego stylu joik. Joiki pełniły bardzo ważną rolę społeczną, kulturową i religijną w dawnej obyczajowości Saamów. W wykonaniu Mari Boine nie są to jednak typowe, klasyczne joiki, ale bardzo oryginalna, piękna muzyka etno-jazzowa. Jedną z najpiękniejszych melodii Mari (a od lat kolekcjonuję płyty z jej muzyką, miałem też okazję być na jej koncercie w Warszawie) jest „Gula, gula” („Słuchaj, słuchaj”):

Wspaniali muzycy z Izraela. Idan Raichel Project, zespół założony i kierowany przez znakomitego muzyka, akordeonistę, keyboardzistę, pianistę, wokalistę, kompozytora i autora tekstów, Idana Raichela (w Polsce po raz pierwszy wystąpili w tym roku, 30 września, na Festiwalu Skrzyżowanie Kultur w Warszawie). Muzyka tworzona przez Idana i jego zespół jest bardzo różnorodna – zapraszani są i wykonują utwory różni wokaliści, jak np. śpiewający po amharsku etiopski wokalista Zamanwit Zoë Gadmu (piosenka „Ayal-Ayale”) czy urocza amerykańska wokalistka jazzowa Somi, która urodziła się i mieszka w Stanach, ale jej rodzice pochodzą z Ruandy i Ugandy, dzięki czemu śpiewa także w języku suahili (ballada „Maisha”) i wiele innych muzycznych perełek. Stałą wokalistką zespołu Idan Raichel Project jest Falaszka, Cabra Casay, która urodziła się podczas etiopskiej wojny domowej i mając 6 lat z obozu uchodźców w Sudanie trafiła do Izraela dzięki jednej z izraelskich akcji ewakuacyjnych dla Falaszów. Śpiewa ona (po hebrajsku) między innymi urokliwą, napisaną i skomponowaną przez Idana, muzyczną opowieść o podróży do Etiopii, skąd wywodzą się jej przodkowie – „Ha'baita haloch chazor” („Podróż do domu”):

 

01:20, de_percheville
Link Dodaj komentarz »
środa, 16 listopada 2011
Krótkie, ogólnikowe oszacowanie prawicy i lewicy

W wypowiedziach polityków i publicystów (a ostatnio w wywiadzie Jarosława Kaczyńskiego opublikowanego w "Naszym Dzienniku") często pojawiają się określenia „prawica” i „lewica”, ale bez najmniejszych sugestii, jak te pojęcia są przez nich rozumiane. Tymczasem pojęcia te wcale nie są jednoznaczne i dotyczą co najmniej dwóch sfer życia społecznego: obyczajowości i swobód obywatelskich z jednej strony oraz systemów gospodarczych z drugiej. Dlatego podjąłem próbę uformowania prawicowych i lewicowych typów polskich ugrupowań politycznych. Poniżej próba takiego rozstawienia: poziom A to prawicowe i lewicowe traktowanie obyczajowości, praw człowieka i wolności obywatelskich, a poziom B – rozróżnia prawicowe i lewicowe podejście do regulowania i zarządzania gospodarką:

 
Segregując partie polityczne skoncentrowałem się wyłącznie na tych, które w ostatnich wyborach uzyskały więcej niż 1% głosów. Mamy więc cztery rodzaje ugrupowań prawicowych i lewicowych. Ugrupowania:
prawicowo-prawicowe – PO, PSL i NP (Nowa Prawica)
prawicowo-lewicowe – PiS i PJN
lewicowo-prawicowe – RP (Ruch Palikota)
lewicowo-lewicowe – SLD.
Uwaga: Wcześniej PSL było raczej zbliżone do ugrupowań prawicowo-lewicowych. W 2006 roku doszło tam do ideowego sporu, w wyniku którego zwolennicy modelu prawicowo-lewicowego odeszli z PSL i założyli odrębne ugrupowanie (Stronnictwo Piast), a PSL przesunął się w stronę schematu prawicowo-prawicowego.

Dla dalszych obserwacji spójrzmy na wyniki ostatnich wyborów parlamentarnych:
PO - 39,2%
PiS - 29,9
Ruch Palikota - 10,0%
PSL - 8,4%
SLD - 8,2%
PJN - 2,2%
Nowa Prawica - 1,1.

Na podstawie tych wyników można nieco oszacować postawy i przekonania większości Polaków (w sondażach i badaniach społecznych metody i narzędzia są nieporównanie bardziej wyrafinowane, ale liczba osób badanych na ogół nie przekracza maksymalnie 1-2 tys., natomiast w wyborach wzięło udział 48,92%, czyli ponad 15 mln osób), na przykład w taki sposób:
Ograniczenie praw człowieka i wolności obywatelskich - 80,8%
Powszechność i nienaruszalność praw człowieka i wolności obywatelskich - 18,2%
Gospodarka regulowana wolnorynkowo, znacząco sprywatyzowana - 58,7%
Gospodarka regulowana biurokratycznie,  znacząco upaństwowiona 40,3%.

Dla porównania spójrzmy, jak ten schemat wyglądałby u naszych zachodnich sąsiadów (ugrupowania, które w ostatnich wyborach uzyskały powyżej 1% głosów):

Wyniki ostatnich wyborów parlamentarnych (2009):
CDU/CSU - 33,8%
SPD - 23,0%
FDP - 14,6%
Lewica - 11,9%
Związek 90/Zieloni - 10,7%
Partia Piratów (Piraten) - 2,0%
NPD - 1,5%
Uwaga: Początkowo partia Zielonych miała charakter zdecydowanie lewicowo-lewicowy. W 1993 roku doszło do zjednoczenia partii Zielonych i partii Związek 90, co sprawiło, że połączone ugrupowanie przesunęło się w stronę schematu lewicowo-prawicowego.

Ograniczenie praw człowieka i wolności obywatelskich - 35,3%
Powszechność i nienaruszalność praw człowieka i wolności obywatelskich - 62,2%
Gospodarka regulowana wolnorynkowo, znacząco sprywatyzowana - 61,1%
Gospodarka regulowana biurokratycznie,  znacząco upaństwowiona - 36,4%.


Jakie wnioski można by wyciągnąć z takich zestawień?

Po pierwsze, dość zaskakująca jest wynikająca z tych spojrzeń skala akceptacji dla ograniczeń obyczajowości i wolności obywatelskich (ok. 80%). Tu mamy zdecydowaną różnicę w stosunku do naszych zachodnich sąsiadów, gdzie przeważa zgoda na powszechność nienaruszalność praw człowieka (ok. 60%). Natomiast prawie nie ma różnic jeśli chodzi o stosunek do gospodarki wolnorynkowej – po obu stronach przeważa jej akceptacja (i w Polsce i Niemczech ok. 60%).

Po drugie, z tego punku widzenia zrozumiała staje się strategia propagandowa PiS-u: koncentracja na kwestiach swobód obyczajowych i krytyce partii rządzącej, a w kwestiach ekonomicznych unikanie ujawniania programów partyjnych i uczestniczenia w debatach publicznych. Wygląda, że jakby nadzieja na wygranie wyborów opierała się na przekonaniu, że o wynikach głosowań decyduje przywiązanie do tradycji i religii, a inne kwestie mają raczej drugorzędny charakter.

Na marginesie: takie spojrzenia są oczywiście bardzo uproszczone i uogólnione, a także  pomijają zarówno bardziej szczegółowe różnice ideowe i programowe między poszczególnymi ugrupowaniami, no i czynniki decydujące o podejmowaniu decyzji przez wyborców – możemy przecież głosować wyłącznie na te partie, które startują w wyborach, a nie na takie, które w pełni odpowiadałyby naszym oczekiwaniom.

18:07, de_percheville
Link Dodaj komentarz »
piątek, 11 listopada 2011
Warszawskie zamieszki budzą nadzieję

To, co wydarzyło się w Warszawie w dniu Święta Niepodległości jest bardzo przykre, ale budzi pewne nadzieje na przyszłość. W moim przekonaniu, faszystowscy działacze strzelili sobie w stopę, a może nawet w obie stopy. Dlaczego wzięli do swojego „goebbelsowskiego” przemarszu bandę kiboli? Nie wiem, ale domyślam się, że głównym powodem była próba zwiększenia liczebności „marszowców”, ponieważ rok temu uczestników antyfaszystowskiej blokady było ponad dwa razy więcej niż maszerujących. No i dostali za swoje. Próba zagarnięcia polskiego Święta Niepodległości przez faszystów, skończyła się wielkim, bolesnym upokorzeniem, ale być może zostaną zmienione przepisy prawne dotyczące organizowania manifestacji i demonstracji. Mam nadzieję, że w przyszłym roku, w dniu 11 listopada, będzie już prawdziwe, powszechne, piękne Święto Niepodległości wszystkich Polaków...

środa, 09 listopada 2011
Co oznacza słowo „demokracja”?

Prezes PiS Jarosław Kaczyński wygłosił dziś wypowiedź, w której oświadczył, że „polska demokracja jest zagrożona”. Jako najważniejsze argumenty wymienił:

  • wykorzystywanie aparatu państwowego (głównie CBA) do zastraszania ludzi popierających opozycję;
  • brak elementarnej równowagi w mediach;
  • kryzys polskiego parlamentaryzmu;
  • poddanie się dyktatowi dwóch państw.

Ten sposób rozumowania sprawia, że zaczynam się zastanawiać, co prezes PiS ma na myśli używając słowa „demokracja”. Na poziomie bardzo ogólnym pojęcie demokracji jest dość oczywiste: to „rządy ludu”, czyli ustrój polityczny, w którym źródło władzy stanowi większościowa wola obywateli. Na tym poziomie wskazane przez prezesa argumenty nie mają żadnego sensu: po czterech latach władzy partii dominującej w rządzie i parlamencie ponownie powierzono jej na podstawie większościowej woli obywateli rządzenie państwem. Oznacza to, że znacząca liczba obywateli – może bez zachwytu, ale jednak – gotowa była zaakceptować sposób zarządzania państwem przez wybrane ponownie ugrupowanie. Czyli w pełni działają „rządy ludu”, demokracja funkcjonuje bez zaburzeń czy zakłóceń.

Trzeba jednak pamiętać, że demokracja jako ustrój nie jest żadnym jednolitym schematem: mamy tu całą serię różnych rozwiązań „cięgiem” nazywanych demokracją: od demokracji bezpośredniej – w moim przekonaniu najdoskonal-szej, ale bardzo rzadkiej postaci tego ustroju, bo obowiązującej chyba tylko w dwóch szwajcarskich kantonach Appenzell Innerrhoden i Glarus – poprzez demokrację różne formy demokracji pośrednich po formy demokracji kontrolo-wanej i ograniczonej, gdzie oczywiście głosi się tę nazwę. Tak oto wygląda demokratyczne głosowanie bezpośrednie w kantonie Glarus (źródło:
http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/8/87/Landsgemeinde_Glarus_2006.jpg):



Podejrzewam, że pan prezes Kaczyński za żadne skarby nie zgodziłby się na taką totalnie niekontrolowaną, dziką wolność ludu. Nadal pozostaje jednak pytanie, jaką to demokrację pan prezes miał na myśli. Wygląda na to, że chciałby, aby władza – wbrew woli ludu –zapanowała nad publicznymi mediami (jak w czasie VI RP), wykorzystywała aparaty państwowe do propagandowych pokazów (jak w czasie VI RP), urządzała może nie skuteczne, ale demonstracyjne pokazy wobec sąsiednich państw (jak w czasie VI RP) itp.

Wydaje mi się, że należałoby, aby wystąpienia publiczne były zrozumiałe i przejrzyste, przyjąć w nich zasadę podobną do tych, jakie stosowane są np. w niektórych umowach. Przed wymienieniem warunków umowy umieszcza się tam listę definicji istotnych terminów, aby w razie sporów można było jednoznacznie określić, co warunki te oznaczają. Może tak powinien przedstawiać swoje opinie także pan prezes Kaczyński – zanim podejmie krytykę polskiej demokracji, może powinien najpierw przedstawić swoją definicję pojęcia demokracji.

wtorek, 08 listopada 2011
Dwa modele chrześcijańskiego kapłaństwa

To, co postaram się poniżej opisać, jest kolejną moją próbą spojrzenia na relacje między strukturą i konstrukcją religii a życiem społecznym, polityką i organizacją państwa. Tym razem dotyczy to charakteru i roli kapłaństwa. Z moich dość uogólnionych obserwacji wynika, że w religiach chrześcijańskich występują dwa różne modele kapłaństwa: model szamanistyczny i model rabinistyczny.

Model szamanistyczny: Główne cechy modelu szamanistycznego to centralna pozycja duchownego w społeczności wyznaniowej, jego połączenie i więź z Bożą mocą, pośredniczenie między Bogiem a wierzącą wspólnotą, bycie powołanym do funkcji kapłańskiej z woli Boga, a także zdolność (za życia) dokonywania cudów dzięki szczególnej duchowej mocy jako podstawa uzyskania pozycji świętego (po śmierci). Dla osiągnięcia pozycji kapłańskiej konieczna jest nie tylko nauka, studiowanie i pozyskiwanie wiedzy, ale także otrzymanie wyświęcania ze strony duchownych wyższego szczebla. Wyboru i zatrudnienia na stanowiskach kapłańskich dokonują wyłącznie duchowni hierarchowie. Na poziomie relacji społecznych charakterystyczną cechą szamanistycznego kapłaństwa jest zarządzanie tą społecznością: to środowiska kapłańskie pobierają opłaty i darowizny ze strony wiernych, samodzielnie zarządzają finansami lokalnych wspólnot wyznaniowych (bez kontroli ze strony członków tych wspólnot), samodzielnie podejmują decyzje o inwestycjach i działaniach gospodarczych organizacji kościelnych. Tego typu model obowiązuje w kościele rzymsko-katolickim i kościołach prawosławnych.

Model rabinistyczny: W modelu rabinistycznym status kapłański mają absolutnie wszyscy członkowie wspólnot wierzących. Ani duchowni, ani inni członkowie wspólnot religijnych nie mają żadnych łączy czy więzi z Bogiem lub z jakimikolwiek transcendentnymi bytami, w modelu tym nie istnieje również żadne pośredniczenie między ludźmi a Bogiem. Rolą i zadaniem duchownych jest studiowanie pism świętych oraz osiągane dzięki nauce i studiom rozumienie i zdolność interpretowania religijnych treści. Wyboru i zatrudniania duchownych dokonują wybierane przez lokalną społeczność religijną rady gmin (zborów) wyznaniowych. Rady te także zbierają wpłaty i darowizny na rzecz kościołów oraz zarządzają finansami gmin i zborów. Rola duchownych jest tu wyłącznie doradcza. Taki model obowiązuje w większości religii protestanckich (luterańskich, kalwinistycznych, metodystycznych, baptystycznych itp., w kościele anglikańskim model ten jest również bardzo podobny, z tym że zatrudnianie duchownych jest nieco inne: biskupów wyznaczają władze państwowe, a pozostałych duchownych – biskupi).


Oto kilka spojrzeń, które, jak sądzę, mogą pozwolić dostrzec zasadnicze różnice wpływów modeli chrześcijańskiego kapłaństwa na życie społeczne i funkcjonowanie państw:

Argument 1: To spojrzenie dotyczy Izraela i relacji między regułami demokratycznego państwa prawnego a religią. Spoglądając na historię izraelskiego państwa warto zadać sobie pytanie, co było najbardziej istotnym czynnikiem kształtującym ich narodową tożsamość. Język? Oczywiście nie. Żydowscy imigranci przybywali z różnych stron świata i mówili najprzeróżniejszymi językami (jidysz, ladino, kiwruli, bucharski, italkian, luzytański i in.), ale na pewno nie po hebrajsku. Kultura? Zwyczaje? Także nie – imigranci z Iraku, Iranu czy Indii żyli w zupełnie innych społecznościach niż imigranci z Jemenu i północnej Afryki, nie wspominając o imigrantach z Europy. Jedynym wspólnym dla wszystkich (łącznie z Falaszami z Etiopii) czynnikiem kształtującym ich tożsamość była religia. Równocześnie warto sobie zdać sprawę, że tzw. „grzech sodomicki” ma swoje źródło właśnie w judaizmie. Jeżeli więc judaizm jest najważniejszym czynnikiem budującym tożsamość Izraelczyków i traktuje orientację homoseksualną jako jeden z najcięższych możliwych grzechów, a izraelskie prawo dopuszcza legalizację związków partnerskich i adopcję dzieci przez rodziny homoseksualne, to w moim przekonaniu jest to dowód niemieszania religii z życiem społecznym i prawami obywateli, czyli rabinistyczny model kapłaństwa.

Argument 2: W krajach katolickich dla wprowadzenia systemu demokratycznego niezbędne było usunięcie monarchii (monarchia w Hiszpanii tylko to potwierdza: została obalona w 1931 roku, a przywrócona w 1975 roku po wprowadzeniu systemu demokratycznego wyłącznie jako symbol kulturowej tradycji). W krajach protestanckich systemy demokratyczne rozwijały się stopniowo już w XIX wieku i bez obalania monarchii (wystarczy spojrzeć na Danię, Holandię, Norwegię, Szwecję, Wielką Brytanię). Moim zdaniem wynika to właśnie z rodzaju modelu kapłaństwa. W modelu szamanistycznym, wzorowanym na tradycji hellenistycznego kultu władców, obowiązuje wiara w dwojaką naturę władców – boską i ludzką. Dlatego to kapłani uczestniczyli koronacji władców wraz z dokonywaniem ich pomazania, co zapewniało ich więź z bożą mocą. W krajach katolickich monarchia była więc ściśle związana z szamanistycznym kapłaństwem, zatem wprowadzenie demokracji wymagało usunięcia monarchii.

Argument 3: W Europie reżimy faszystowskie powstały wyłącznie w państwach katolickich (Włochy, Austria, Niemcy, Portugalia, Hiszpania, Słowacja, Francja Vichy, Chorwacja) i w prawosławnej Rumunii. We wszystkich wymienionych tu krajach środowiska katolickie były bardzo zaangażowane we współudział w zarządzaniu państwem. Jednym ze źródeł takich postaw była niewątpliwie encyklika Rerum novarum papieża Leona XIII, ogłoszona w 1891 roku. Jedną z głównych idei tej encykliki było przekonanie, że ani Kościół, ani władze państwowe nie są w stanie samodzielnie rozwiązać kwestii społecznych. Kościół i władza muszą ze sobą ściśle współpracować, bo tylko taka współpraca może zapewnić wspólne dobro narodu.

Argument 4: „Szariatyzacja” prawa, czyli umieszczanie norm religijnych ponad obowiązującymi normami konstytucyjnymi. Kapłani, którzy tworzą więź między ludzką społecznością a mocami boskimi i duchowymi, są reprezentantami i przekaźnikami prawa Bożego. Dlatego  to oni stanowią podstawę wszelkich norm prawnych, obyczajowych, kulturowych i politycznych. Polskie przykłady „zszariatyzowanych” reguł prawnych to m.in. blokowanie legalizacji związków partnerskich, tzw. „klauzula sumienia” w ustawie o zawodzie lekarza, która daje lekarzom legalną możliwość łamania praw pacjenta, czy pewne interpretacje przepisów prawnych dotyczących obrazy uczuć religijnych.

czwartek, 03 listopada 2011
Krwionośna teoria duszy

Pojęcie duszy jest chyba najpowszechniejszym elementem wszelkich koncepcji religijnych. Dusza, czyli niematerialny byt generujący życie. Dalej już poszczególne religijne wizje są bardzo różne: dusza wieczna lub nie, jednolita lub wieloskładnikowa, wyłącznie ludzka lub także zwierzęca, a bywa że i roślinna, mineralna itp., pozostająca niezmienną lub ulegająca przekształceniom. Jedną z najistotniejszych kwestii jest jej lokalizacja. Dusza może być ściśle przywiązana do konkretnej istoty lub mieć możliwości przestrzennego poruszania się i wędrowania. W koncepcji judaistycznej dusza nie jest w pełni niematerialna, wymaga bowiem biologicznych nośników – bez biologicznych nośników dusza ulega zniszczeniu. Podstawowe nośniki duszy to biologiczne płyny wypełniające ożywiony przez nią organizm: przede wszystkim krew krążąca w ciałach ludzi i zwierząt, a także sperma, płynna wydzielina przenosząca duszę z organizmu macierzystego do organizmów potomnych. Właśnie ta wizja biologicznych nośników duszy jest jednym z najważniejszych czynników kształtujących normy i dogmaty nie tylko w judaizmie, ale także w religiach judaistyczno-pochodnych: chrześcijaństwie i islamie.

Wystarczy spojrzeć na nasze kulturowe wyobrażenia. Nasi „krewni” to osoby w których krwi pływają sobie dusze otrzymane od wspólnych przodków, postać Jezusa składa się z dwóch elementów – ciała i krwi (czyli nośnika duszy). Do najcięższych grzechów należy uprawianie seksu w sposób niszczący nośnik duszy. Dlatego Pan Bóg zabił Onana, ponieważ uprawiał on stosunki przerywane, co niszczyło duszę zanurzoną w spermie. Z tego samego powodu zostali wymordowani mieszkańcy Sodomy, ponieważ uprawiali stosunki homoseksualne, co również powoduje psucie i niszczenie nośników duszy.  To samo dotyczy także innych zachowań seksualnych, które wyrzucają nośniki w przestrzenie, w których one giną, a także stosowanie środków antykoncepcyjnych (również niszczących nośniki duszy).

Krwionośna teoria duszy ma także szereg skutków społecznych, przede wszystkim różne formy dyskryminacji, między innymi:

  • dyskryminacja rasowa – bo we krwi przedstawicieli niektórych ras płyną dusze zdegenerowane przez szatana (przede wszystkim dotyczy to złych, bogobójczych dusz Żydów);
  • dyskryminacja homoseksualna – Pan Bóg zabijał homoseksualistów, więc taki był (jest) też obowiązek chrześcijan i muzułmanów, no i chrześcijanie wypełniali ten obowiązek w różny sposób, paląc na stosach:


    czy szczując specjalnie głodzonymi psami (jak hiszpańscy konkwistadorzy wobec dzikich Indian, którzy nie uświadamiali sobie grzeszności homoseksualizmu):


    aż do XVIII wieku, gdy w Europie zaczęła rozpowszechniać się społeczna laicyzacja, łamiąca Boże normy – na szczęśnie wielu muzułmanów nadal wypełnia obowiązki wyznaczone przez Pana Boga;
  • dyskryminacja kobiet – bo, co jest oczywiste, dusze kobiet są uszkadzane i przez to niepełne, niekompletne (kobiety, wraz z krwią, tracą przecież dość regularnie cząstki swojej duszy), dlatego niekompletność ich dusz sprawia, że nie mogą pełnić funkcji rabinów, księży, muezinów czy imamów, no i powinny podporządkowywać się duchowo doskonałym mężczyznom, a także być przez nich starannie kontrolowane.
wtorek, 01 listopada 2011
Niemcy wzorują się na Polakach (a Polacy na Niemcach)

Niemieccy narodowi socjaliści już od kilku lat wykorzystują rocznicę bombardowania Drezna w nocy z 13 na 14 lutego 1945 roku dla swoich propagandowych celów. Samą drezdeńską tragedię pomijam, bo to odrębny temat, chciałbym raczej zwrócić uwagę na wykorzystywanie pamięci o historycznych zdarzeniach dla akcji ideowo-politycznych.

Na przełomie roku 2009/2010 niemieccy narodowy socjaliści zapowiadali wielki przemarsz, w którym miało wziąć udział około 8 tysięcy wyznawców tej idei (faktycznie przybyło ich ok. 6400). Odpowiedź obywatelsko-demokratyczna była jednak znacznie skuteczniejsza. Do Drezna zjechało z całych Niemiec ponad 10 tysięcy uczestników legalnej, zgłoszonej wcześniej demonstracji antynacjonalistycznej. Narodowi socjaliści przyjechali do Drezna pociągami i zebrali się na placu przed dworcem kolejowym, a antyfaszyści użyli autokarów, żeby uniknąć bijatyk w pociągach. Zgromadzili się wokół dworca i zablokowali wszelkie możliwe drogi „Trauermarschu” („marszu żałobnego”). Wykorzystali przy tym obowiązującą w niemieckim prawie policyjnym zasadę, że jeśli podczas demonstracji powstaje zagrożenie dla jej bezpieczeństwa policja może unieważnić zezwolenie na przemarsz i zażądać rozejścia się. Tak właśnie stało się 14 lutego 2010 roku.

Jakiś czas potem, 11 listopada, podobny przemarsz zorganizowali polscy narodowi socjaliści, można powiedzieć, podjęli swego rodzaju próbę zagarnięcia i zfaszyzowania polskiego Święta Niepodległości. Polska policja ma jednak inne reguły działania niż policja niemiecka – zadaniem jej jest zapewnienie przeprowadzenia demonstracji bez względu na zaistniałą sytuację. U nas także uczestnicy obywatelsko-demokratycznych protestów byli bardziej liczni (ponad 3000) niż nacjonalistyczni manifestanci (ok. 2000). Akcja policji okazała się jednak skuteczna i polscy „trauermarszowcy”, wprawdzie nieco inną trasą, ale jednak dotarli do wyznaczonego celu.

Wkrótce po tym wydarzeniu drezdeński sąd administracyjny wydał orzeczenie, że policja ma obowiązek umożliwić wykonanie wszelkich zgłoszonych demonstracji i manifestacji, bez względu na zaistniałą sytuację. Dzięki temu „Trauermarsch” w lutym 2011 roku już się udał się, mimo że tym razem wzięło w nim udział tylko ok. 1000 uczestników, a protestujących demonstrantów było kilkakrotnie więcej. Najwyraźniej niemieccy urzędnicy postanowili wzorować się na polskich policyjnych normach.