Uwagi na marginesie życia publicznego
RSS
niedziela, 19 lutego 2012
Jakobiński mistycyzm wciąż się wsysa

Dostrzegłem pewne zjawisko społeczno-kulturowe, które skłoniło mnie do ponownych uwag na temat rozumienia pojęcia narodu. Zjawisko to naprawdę mnie zaniepokoiło, ponieważ dotyczy ono społeczności kaszubskiej, dla której mam mnóstwo sympatii i szacunku, a kultura kaszubska budzi we mnie wręcz zauroczenie.

W społeczności kaszubskiej panuje powszechna, tradycyjna i budowana od stuleci niechęć do jakobińskiego mistycyzmu – głównie dlatego, że społeczność ta była poddawana różnym presjom ze strony pruskich zaborców. Pierwszym, niezwykle ważnym twórcą demokratycznych i antyjakobińskich postaw był Florian Ceynowa, autor wielu tekstów poświęconych kulturze kaszubskiej, a także uczestnik próby antypruskiego powstania organizowanego przez generała Ludwika Mierosławskiego na terenie Kaszub w roku 1846 w powiązaniu z ówczesnym powstaniem wielkopolskim. Podobne przekonania prezentował również Jan Hieronim (Jarosz) Derdowski, wybitny dziewiętnastowieczny kaszubsko-amerykański poeta, pisarz, humorysta, dziennikarz i publicysta – wyraźnie widać je w popularnym fragmencie jego satyrycznego poematu O panu Czôrlińscim co do Pucka po sece jachôł (1880):

„Czujce tu ze serca tòni skład nasz Apostolści:
Nie ma Kaszub bez Polonii, a bez Kaszëb Pòlści”

czyli jedna wspólnota narodowa, ale etnicznie, kulturowo, językowo, tradycjonalistycznie i obyczajowo zróżnicowana. Szczególnie znaczące działania na rzecz upowszechniania w społeczności kaszubskiej wspomnianego rozumienia pojęcia narodu są zasługą pisarza i publicysty, Aleksandra Majkowskiego, autora powieści Życie i przygody Remusa uważanej za epopeję, najwybitniejsze kaszubskie dzieło literackie (opublikowane także w przekładach na języki polski, niemiecki, angielski i francuski). Narzędziem służącym upowszechnianiu kaszubskiego programu społecznego, kulturowego i politycznego było przez niego w 1908 roku nieregularnie ukazujące się czasopismo Gryf. Pismo dla spraw kaszubskich. Cztery lata później, w czerwcu 1912 roku powołał w Sopocie bardzo ważne dla kształtowania społecznych przekonań tej społeczności „Towarzystwo Młodokaszubów”.

Wspomniane wizje społeczno-kulturowe, od XIX wieku dominujące w społeczności kaszubskiej, pozwoliły po odzyskaniu wolności państwa polskiego skutecznie ożywić ich specyficzną, ale coraz bardziej (głównie z powodu komunistycznych prześladowań) gasnącą kulturę: uzyskanie dla kaszubszczyzny statusu języka regionalnego, uruchomienie studiów w dziedzinie kaszubistyki na Uniwersytecie Gdańskim, utworzenie kaszubskojęzycznego liceum w Brusach, organizację kulturowych imprez jak Dzień Jedności Kaszubów czy Ogólnoświatowy Zjazd Kaszubów. Równocześnie po ogólnopolskiej stronie zupełnie wygasły nacjonalistyczne niechęci, obawy i podejrzenia, właśnie dzięki antyjakobińskiemu rozumieniu pojęcia narodu – w odróżnieniu od narodowych postaw dominujących np. na Śląsku.

Niestety, wygląda na to, że jakobińskie mity zaczęły po latach wnikać także w społeczność kaszubską. Właśnie powstała organizacja o nazwie „Stowarzyszenie Osób Narodowości Kaszubskiej Kaszëbskô Jednota”. Wprawdzie liczy ona zaledwie ok. 40 członków i jej powołanie wywołało w większości tamtejszych środowisk wielką niechęć i irytację, ale mimo to jestem zaniepokojony. W 2009 roku pojechaliśmy z  przyjaciółmi na XI Ogólnoświatowy Zjazd Kaszubów do Bytowa. Impreza niezwykle urocza – barwny korowód, kaszubska msza z homilią arcybiskupa Gocłowskiego, koncerty, w ogromnym garze ugotowano ponad 2 tys. litrów pysznej zupy z brukwi na gęsinie itp. Oto jedno zdjęcie z owego Zjazdu (autor Andrzej Sz.):


Gdy pomyślę, że w tegorocznym zjeździe w Sopocie (z okazji 100-lecia powstania „Towarzystwa Młodokaszubów” i otwarcia przez A. Majkowskiego pierwszego Muzeum Kultury Kaszubskiej) wezmą udział jakobinistyczni durnie i będą starali się zaburzyć i popsuć tę imprezę, wzorując się na zniszczeniu listopadowego Święta Niepodległości, to naprawdę czuję i gniew, i smutek, i niesmak.

sobota, 11 lutego 2012
Jeszcze jedna uwaga na temat szariatyzacji prawa

Na portalu wyborcza.pl przeczytałem interesujący artykuł na temat problemów związanych z tzw. apostazją, czyli wystąpieniem z Kościoła katolickiego1. Apostazja, choć nieco kłopotliwa i niewygodna, jest w pełni możliwa i wykonalna. Prawdziwe problemy pojawiają się dopiero, gdy osoby występujące z kościoła składają wniosek o wykreślenie ich z księgi chrztu lub co najmniej dokonanie w księdze chrztu wpisu o wystąpieniu. Wnioski te są odrzucane, ponieważ (cytuję fragment zamieszczonej w tym artykule wypowiedzi ks. dr Piotr Majera, konsultora Rady Prawnej Episkopatu): „wykreślenie z księgi chrztu jest niemożliwe, bo zgodnie z doktryną Kościoła i prawem kanonicznym łaski chrztu nie można utracić”.

Odmowa wykreślenia z księgi chrztu jest jednak naruszeniem prawa ochrony danych osobowych. Warto też zwrócić uwagę, że prawo kanoniczne nie jest częścią obowiązujących przepisów prawnych. Struktura reguł prawnych jest następująca: (1) pierwszy, najwyższy, poziom norm prawnych stanowi Konstytucja RP; (2) drugi poziom to przepisy ustawowe, które muszą być zgodne z konstytucją; (3) trzeci poziom to dokonywane przez urzędy, organizacje czy instytucje uszczegółowienia przepisów, które muszą być zgodne z przepisami ustawowymi: rozporządzenia, statuty, regulaminy, uchwały itp. Konstytucja gwarantuje obywatelom prawo wolności wyznania, dlatego Kościół ma w polskim prawie status organizacji społecznej. Zatem prawo kanoniczne to przepisy i nomy z poziomu trzeciego – jeżeli są niezgodne z obowiązującymi przepisami ustawowymi, to automatycznie stają się nieobowiązujące.

Dlatego apostaci zwracają się do GIODO o wypełnienie obowiązku ochrony danych osobowych. GIODO dotychczas wciąż odmawia podejmowania działań w tej sprawie twierdząc, że na przeprowadzanie inspekcji w kościołach i związkach wyznaniowych nie zezwala mu ustawa o ochronie danych osobowych. Szczerze mówiąc wypowiedź ta jest dość dziwna, bowiem w ustawie o ochronie danych osobowych art. 27 mówi: 

(ust. 1) „Zabrania się przetwarzania danych ujawniających […] przekonania religijne [..], przynależność wyznaniową”;
(ust. 2, pkt. 4) „Przetwarzanie danych, o których mowa w ust. 1, jest jednak dopuszczalne, jeżeli jest to niezbędne do wykonania statutowych zadań kościołów [...] pod warunkiem, że przetwarzanie danych dotyczy wyłącznie członków tych organizacji lub instytucji albo osób utrzymujących z nimi stałe kontakty w związku z ich działalnością [...]”.

Odpowiedź przedstawicieli GIODO jest, w mojej opinii, niepoważna. Instytucje kościelne mają prawo do rejestracji i przetwarzania danych osobowych wyłącznie w stosunku do członków organizacji kościelnej bądź osób uczestniczących w ich działalności. Osoby, które wystąpiły z kościoła nie spełniają tych warunków, więc przechowywanie i przetwarzanie ich danych osobowych jest naruszeniem prawa. W żadnych polskich przepisach ustawowych nie ma nawet cienia zapisu, że „świątobliwi” stoją ponad prawem i mogą je sobie swobodnie naruszać. Wynika z tego, że reakcje urzędów są najzwyczajniej próbą ustawienia norm religijnych ponad konstytucją i prawem, czyli po prostu wciśnięcia cichcem, „tylnymi drzwiami”, nieustępliwego katolickiego szariatu. Przyznam się, że nie widzę żadnych moralnych uzasadnień dla takich postępowań.

1  http://wyborcza.pl/1,75478,11124243,Zegnaj__Kosciele.html

18:30, de_percheville
Link Komentarze (4) »
piątek, 10 lutego 2012
Mity ważniejsze niż fakty

Właśnie przeczytałem, że pewien partyzant z czasów II wojny światowej, pan Henryk Pawelec, został wyrzucony ze Światowego Związku Żołnierzy AK, ponieważ odważył się ujawnić zbrodnicze zachowania jednego z bohaterów. Ujawnianie faktów i prawd związanych z historycznymi wydarzeniami, z których lepimy sobie baśniowo-mityczne wizje narodowego bohaterstwa, jest absolutnie nie do przyjęcia. To samo dotyczy zbrodni i mordów dokonanych w okresie międzywojennym na rozkaz Marszałka Piłsudskiego. Bo przecież zrobiliśmy sobie z mafijnego „ojca chrzestnego” Świętość Absolutną – a jeśli Świętość Absolutna morduje obywateli dla przejęcia i utrzymania władzy, to winę oczywiście ponoszą wyłącznie źli, nieposłuszni opozycjoniści, którzy nie chcieli służyć Świętości na klęczkach, a w głowach mieli idiotyczne wyobrażenia o przestrzeganiu obowiązującej konstytucji, norm i przepisów prawnych, demokracji i praw człowieka. Jak takie bzdury łażą komuś po głowie, to niestety, z bólem i przykrością, ale należy go zabić.

Ale oczywiście takie działania przysługują wyłącznie Świętości, bo przecież gdy na Marszałku próbował się wzorować Wódz Wiesław i pozabijani zostali nieposłuszni, opozycyjni Gdańszczanie, został później potępiony i nie ma co liczyć na to, że w całym kraju będziemy budować mu pomniki i czcić jego pamięć.

Przyznam się, że dla mnie baśniowe i mityczne wizje, choć niewątpliwie kulturowo ważne, mają jednak znaczenie drugorzędne wobec rzeczywistych faktów. Mówię to, bo wydaje mi się, że na razie żaden mafijny „ojciec chrzestny” do władzy się nie dobił. A ludzi, którzy pomijają mityczne Świętości raczej się nie morduje, ale co najwyżej społecznie „autuje”, jak na przykład wspomnianego partyzanta, pana Henryka Pawelca.

czwartek, 09 lutego 2012
Społeczne koszty podwyższenia wieku emerytalnego

Na pierwszy rzut oka rządowa propozycja podwyższenia i wyrównania wieku emerytalnego wydaje się bardzo sensowna. Ludzie żyją coraz dłużej i bardzo wielu wcale nie tęskni za emeryturą i zamknięciem regularnej aktywności zawodowej. Także wyrównanie wieku emerytalnego dla kobiet i mężczyzn wydaje się w pełni uzasadnione, ponieważ we współczesnym społeczeństwie naprawdę trudno znaleźć jakiekolwiek racjonalne podstawy dla wcześniejszego wieku emerytalnego kobiet. Także w normach obyczajowych upowszechniają się zasady społecznej równości płciowej. Pewne kazanie wygłoszone przez Marcina Lutra, w którym jako przykład zachowań zgodnych z Bożą wolą przedstawił mężczyznę piorącego bielizny swojego dziecka, a także potępił wyszydzanie i ośmieszanie go przez otoczenie społeczne, w XVI-tym wieku było dość szokujące. Dziś takie zjawiska praktycznie już nie istnieją. Społeczna segregacja płciowa oparta na mitycznych stereotypach (kobieta stworzona z męskiego żebra, skuszona przez diabelskiego węża, nieposiadająca duszy itp. itd.) powoli, i chyba nieuchronnie, gaśnie. W kwestii ujednolicenia wieku emerytalnego dla kobiet i mężczyzn odpowiedź jest prosta: równość to równość i tyle.

Nie oznacza to jednak, że gasną wszelkie segregacje społeczne: słabną podziały rasowe, płciowe czy dotyczące orientacji seksualnych, ale wciąż niezmiernie popularne, powszechne, niemal totalitarne, są podziały klanowe i wiekowe. Jeśli przyjrzymy się, jakie są obyczajowe normy rekrutacji zawodowej, to widać wyraźnie obowiązujące schematy: pierwszy decydujący czynniki to relacje klanowe, drugi decydujący czynnik to wiek aplikanta, a dopiero na trzecim poziomie uwzględnia się wykształcenie, wiedzę, umiejętności i doświadczenie. O ile relacje klanowe uwzględniane są cichcem, o tyle segregacja wiekowa uważana jest za oczywistą oczywistość. Wystarczy spojrzeć na ogłoszenia rekrutacyjne – jeden z najczęstszych zapisów brzmi: „Oferujemy pracę w młodym, dynamicznym zespole”. Czyli: Drogi aplikancie, jeśli masz więcej niż 45 lat, a nie posiadasz klanowego wsparcia, twoja aplikacja wyląduje w śmietniku bez najdrobniejszego zerknięcia na twoje CV. Jeśli ktoś ma w tej kwestii wątpliwości, niech spojrzy jak wyglądał „Program 50plus”. Przeznaczono na ten cel naprawdę niemałe środki (głównie z funduszy unijnych), ale na co te miliony zostały wydane? Wyłącznie na szkolenia anglojęzyczne i komputerowe, no bo, jak wiadomo, starcy tego nie kumają. A jaki skutek społeczny? Urzędnicy i prowadzący szkolenia kolesie nieźle zarobili, a bezrobotni 50-latkowie jacy byli, tacy są.

Jeżeli zatem zostanie wprowadzone podwyższenie wieku emerytalnego, osoby bez klanowych zabezpieczeń, które straciły pracę po 45 roku życia, znajdą się w sytuacji jeszcze bardziej dramatycznej niż dotychczas. Bo przecież chodzi wyłącznie o obniżenie obciążeń budżetowych, a jak ktoś znajdzie się na społecznym oucie, niech jak najszybciej zdechnie – Nasza Ojczyzna na tym zyska!